Sporo osób pyta co to jest ego, jak się oddzielić od siebie, jak przestać myśleć i jak się wyciszyć czy tam wyzerować. A ja z drugiej linii frontu szukam kogoś, kto potrafi nie myśleć, być w stanie zero tak na codzień.

I taka przepychanka wzajemnego niezrozumienia trwa przez lata. Bo jak wytłumaczysz chaosowi, żeby się uspokoił i jak chaos wytłumaczy ciszy dlaczego jest chaosem?

 

Czym jest ego pisałam tutaj (Jak rozmawiać z ego bez kaftanu bezpieczeństwa?). Dziś spróbuję to opisać obrazowo, bo w końcu na własnym przykładzie a nie na podstawie obserwacji.

 

Moja ego nazywa się Crystal. Pochodzenia jej imienia nie będę tu wyjaśniać. Zresztą gorąco polecam byście swojemu ego nadali jakieś wiejskie, upierdliwe imię i uścisnęli sobie rączki. Nie macie tego ego znienawidzić, to nieodłączna część Was. Macie te ego ujarzmić, oswoić się z nim, zaakceptować, pokochać. Ono samo potem się wyciszy, zniknie, od czasu do czasu coś tam pogdera, ale wtedy będziesz już wiedzieć, że to ta łajza świruje a nie Ty sam. Batem strzelisz i zamilknie.

 

Powtórzę dla jasności.

 

Dusza przyłazi na Ziemię. Dusza to iskierka boska, energia, esencja, cząstka Źródła, Absolutu, Boga. A skoro cząstka, to znaczy, że jest tych cząstek więcej. I jeśli razem je połączyć to jesteśmy sami sobie tym Źródłem, Absolutem, Bogiem, Energią. Jesteśmy JEDNYM. Elo i tak jest.

Dusza jest iskierką, wiecznym dzieckiem, chcącym się rozwijać, doświadczać, przeżywać. Może mieć kosmiczną mądrość, ale nie musi. Wszystko zależy.

Dusza na planie ziemskim “ubiera” się w ciało. W innych wymiarach ma inne “ciała”, “pojazdy”, tu na Ziemi mamy takie skóry, kości, zmysły. Trza z nimi się oswoić, co nie zawsze jest łatwe, zwłaszcza dla tych iskierek, które są na Ziemi pierwszy raz.

Iskierka dostaje też odpowiednie oprogramowanie, wszczepia się jej implant – ego. Czy tego chcemy czy nie, mamy to i już. Radźmy sobie sami. Ego jest tak zaprogramowane, by ochoczo łapać wszelkiego rodzaju manipulacje oparte na strachu (religie, ideologie, “coludziepowiedzą”, polityki, emocje, współczesna medycyna, przetrwanie w systemie).

 

I to właśnie cwane ego z tymi wszystkimi elementami, które umieściłam w nawiasie, odpowiada za Twój chaos w głowie, za wieczną gonitwę myśli.

 

Co lubi ego?

 

Truć Ciebie, osaczać Ciebie, tak jak ośmiornica osacza swoimi mackami.

 

Jeśli nie poprzez politykę to poprzez doktorów, jeśli nie poprzez doktorów to przez toksycznych ludzi, jeśli nie przez toksycznych ludzi to przez jedzenie.

Bo jeśli jesteś głucha to jak ego ma Tobą manipulować poprzez bezwiednie słuchanie otoczenia (sąsiadki, ludzie w hucie, programowanie radiofalowe)?

Bo jeśli nie masz telewizora a tym samym – napisów w tiwi, jesteś odporna na potyczki polityczne na igrzyskach międzynarodowych, na programowanie reklamowe “jedzleknazgagębędzieszzdrowy”, to jak ego ma wzbudzić w Tobie strach? Jak ma Cię truć?

A kiedy jeszcze dobrze się odżywiasz, jesteś wegetarianką, weganką, witarianką lub w okresie przejściowym na któryś etap, to dopiero tutaj można jeszcze kusić, jeszcze jest szansa by zawrócić Ciebie na złą drogę.

Bo kiedy przyzwyczajasz ciało & umysł do zdrowego jedzenia po jakimś czasie czujesz się dobrze, fajnie, normalnie, stabilnie, w harmonii, prawda? I nawet byle grzeszek raz na tydzień, raz na miesiąc w fazie przejściowej nie robi Ci różnicy. Grzeszek świadomy a grzeszek w afekcie (emocje, strach) to kolosalna różnica.

 

I tak było właśnie ze mną ostatnimi tygodniami.

 

Anetka jest weganką. Przechodzi na witarianizm. Wie, że to długi proces, bo “pojazd” trzeba najpierw naprawić, uleczyć a to w tym wymiarze wcale nie jest takie szybkie jak w Kosmosie. Na codzień, w Anglii, Anetka ma swoją rutynę – je jak jej pasuje. Nie ma cukrów w domu, glutenu, laktozy, oleje tylko lecznicze, dużo szejków, soków, surowego jedzenia, uczy się zasad prawidłowego łączenia pokarmów. Nowy styl życia Anetki wymusza na niej zmianę pracy, co też właśnie czyni.

Anetka kocha siebie, słucha siebie, jest w zgodzie ze swoją Iskierką, Crystal i “pojazdem”. Jest w zgodzie ze światami, ludźmi, bo wie, że jesteśmy lustrami dla siebie i jesteśmy jednym.

Anetka żyje w ciągłym stanie zero, w stanie “tu i teraz.”

No, jest fajnie w sumie.

Ta, ale Rodzice w Polsce. A co najgorsze (najlepsze chyba) – polskie jedzenie. I Anetka pojechała na długi, relaksujący urlop do Polski.

I to dopiero się zaczęło.

Crystal się obudziła żwawo, zatarła rączki, zaśmiała się szyderczo. Bo znalazła moją piętę achillesową – jedzenie. Na początku było w porządku, grzechem było niewłaściwe łączenie pokarmów, do “uratowania” jeszcze na kacu moralnym. Ale wredna zołza metodą kroczek po kroczku nasilała moje żarciowe pragnienia, i ku mojej zgrozie, do grzechów doszły gluten, cukier i laktoza. A to już ciężkie grzechy u mnie.


Co z tego, że dobre… Crystal się jarała, ciało musiało nagle pracować na niemożliwie wysokich obrotach, od których się już odzwyczaiło. I co tu ukrywać, JA sama też się jarałam przyjemnościami na języku. Poddałam się, ale wciąż się na boku pilnowałam (post przerywany, suplementy), wiedziałam, że urlop się kończy i będzie to mój ostatni raz takiego szastania.

 

No dobra, ale jak to wpłynęło na mnie samą? Do czego Crystal zmierzała poprzez podsuwanie mi polskich specjałów oraz obżarstwo glutenu i cukru z laktozą?

 

Do tego, żebym zaczęła SIĘ BAĆ.

 

Szybko się zreflektowałam. Poczułam różnicę między byciem sobą w Anglii a byciem sobą w Polsce. W Polsce zdecydowanie to nie byłam JA.

 

W mojej głowie zaczęły się pojawiać dziwne wizje, myśli, nieznane mi wcześniej. Przesiąknięte złowrogim strachem. Crystal wykorzystała moją zdolność do bywania w światach równoległych i zdolność telepatii, sprytnie podsuwała mi wizje alternatywnych wydarzeń, wyborów, konsekwencji, przysyłała mi cudze, “chore” myśli od innych ludzi. Niezależnie od tego, co robiłam, gdzie się znajdowałam, koło kogo przebywałam ona coś zawsze wymyślała. Po prostu puściła wodze swojej horrorowej wyobraźni. A ja te horrory potem musiałam oglądać w głowie.

Ale zaraz potem patrzyłam w oczy danemu ludziowi, jeśli ludź spojrzał na mnie, leciutko odwzajemniałam się uśmiechem, wysyłając jednocześnie falę miłości. I efekt Crystal znikał w milisekundzie.

Łajza jednak nie dawała za wygraną.

Kuśfa, uspokój się Crystal, wiesz, że to na mnie nie działa. Nie uda Ci się, przecież wiesz, że wrócę do siebie i znów będziesz cicho siedzieć. Kochanie, co się trudzisz na próżno? Daruj sobie, odpuść tam.”

 

Bardzo źle się czułam na końcu urlopu. Z wegańskiej witarianki zeskoczyłam na wegetarianizm, eee… Jednocześnie dużo się nauczyłam i będę znacznie silniejsza, kiedy polecę następnym razem do Polski.

 

A teraz? Już, na szczęście, w domu, u siebie.

Przytyłam cztery kilogramy. Leczenie jest – ciało leczę poprzez wydłużony post przerywany i swoje jedzenie, a umysł poprzez spanie, zajmowanie się blogiem, czytanie nowo zakupionych książek czy wyciszanie się w hucie (bo to ostatnie dni już tam!!) lub na zielonych spacerach. Trochę to potrwa.

 

Wiecie. Crystal to taka gra umysłu, wydawać by się mogło. Ale tak naprawdę największe szkody na umysł poczyniło właśnie toksyczne jedzenie glutenu, pszenicy, cukru i laktozy. Kilka lat zajęło mi odtruwanie się od tych rzeczy, do Polski teraz pojechałam praktycznie wyczyszczona, bez psychicznych ciągot do nich. Myślałam se, wytrzymam, pogrzeszę parę razy tu i tam, i będzie dobrze. Ale nie.

 

collage

Niby wegetariańskie i zdrowe, ale jakże szkodliwe …

 

Gluten, pszenica, cukier i laktoza (o mięsie nie wspominam) czynią ogromne szkody zarówno w ciele jak i w psychice. Układ trawienny nie wyrabia, nie nadąża za usuwaniem toksyn, więc po prostu te toksyny wchłania. Toksyny dostają się do krwiobiegu, niszcząc po drodze uzupełniane na oślep suplementy (pseudowitaminy, pseudominerały z reklam), i dostają się też do mózgu, powodując depresje, chandry, strach, tę gonitwę myśli właśnie.

 

Czyli Twój chaos w głowie to nie sprawka ego, tylko szkodliwego jedzenia?

 

I tak, i nie.

Brak chaosu w głowie nie oznacza bycie przebudzonym, niektórzy po prostu tak mają (nowe pokolenia dzieci, dzieci z gwiazd, itd). Można być witarianinem i nie być przebudzonym. Można doświadczać przebudzenia i mimo to, dalej jadać mięso i cukier. Lekkie jedzenie nie ma nic wspólnego z wyższym wibrowaniem. Ale na pewno, na pewno bardzo pomaga Ci pójść do przodu, zmienić siebie, swoje myślenie, wyciszyć się, wyzerować się.

 

Niektórzy ludzie zerują się w lasach, podczas biegania (co też gorąco polecam!!), zatracając się w różnych czynnościach – czytanie, świadome sprzątanie !!, gotowanie, rozmawianie na kawce, gapienie się przez okna busa, malowanie, tworzenie, gadanie do siebie.

Pamiętajcie, że

Ty = ciało + ego + dusza.

 

Wszystko to sprytnie ze sobą pracuje, łączy się, współgra. I w razie czego – jedno potrafi wykorzystywać drugie do niecnych celów. Tak jak u mnie – Crystal (ego) wykorzystywała ciało, by zasiać we mnie brzydki strach.

 

Jak się wyciszyć?

 

Zacznijcie od zmiany jedzenia. Czas najwyższy. O czym pisałam szerzej tutaj –> Co ma wspólnego przebiegunowanie Ziemi z weganizmem?

Jak się wciągnięcie, reszta przyjdzie sama.