Krąży po internetach taka jedna loteria. Bilecik na tę loterię kosztuje dziesięć dolarów zielonych. Do wygrania jest życie w raju, gdzieś w środkowej hameryce. A dokładniej jakiś tam kurort w tymże raju. Wziąć udział może każdy. I pewnie każdy poleci kupić ten bilecik. Bez czytania co tam pisze w regulaminie.

Bo kogo obchodzi regulamin. Raj to raj. Polski Janusz najpierw kupi bilecik a dopiero potem przeczyta drobnym druczkiem, o ile przeczyta, ale raczej nie przeczyta. Bo dla polskiego Janusza takie “jakośtobędzie” oraz nieco odważniejsze “damyradę!” to pikuś.

 

 

Bo co zrobisz jak właśnie Ty wygrasz tę loterię? Wygrasz życie w raju?

 

 

Pierwszy odruch – dzika radość, euforia, obdzwonienie rodziny i znajomych ze żłobka.

Drugi odruch – wystawienie mieszkania na sprzedaż, wręczenie wypowiedzenia z pracy, odchudzanie się, siłownie, przewalanie szafy “żegnajzimo”.

(…)

Dwudziesty piąty odruch – czytanie regulaminu tej loterii.

 

A w regulaminie, ups… Januszowska pewność “jakośtobędzie” urasta do granic Drogi Mlecznej. Janusz da radę, Janusz wykombinuje, Janusz będzie miał swój raj. Koniec i basta. Gdzie mu tam do chłodnego rozsądku. Janusz w gorącej wodzie kąpany przecież, gorący naród z nas, z Polaków.

 

No dobra, ale o co chodzi w regulaminie? Co takiego tam może być, że sprowadza raj na padół ziemski? Sprawia, że raj nie jest rajem, ale ciężką pracą dla Janusza?

 

Otóż.

 

P9280144

full rezon z naturą

 

Karaibskim rajem okazuje się kurort wypoczynkowy. Nie dostajesz tylko chałupy z basenem dla siebie, dostajesz też kilka oddzielnych budyneczków przeznaczonych dla turystów. Zarządzasz nimi czyli wraz z pałackiem z basenem wygrywasz właściwie biznes w tym raju. Językiem urzędowym w tym regionie jest język hiszpański – który Janusz będzie umiał zadzierać z urzędnikami i podatnikami w tym języku? Na łapę? Yy… Angielski jest mówiony, ale na śliczne oczka raczej nie zareklamujesz swojego biznesu w internecie kulawym angielskim.

Bo internet to w sumie będzie jedyne narzędzie do Twojej komunikacji z resztą świata. Zatem musisz być biegły w reklamie, w social mediach, w autopromocji, musisz wymiatać lepiej niż niejeden motywacyjny kołcz. Twoja kreatywność i pasja do biznesu mają sięgać granic galaktyki. Po hiszpańsku. Bo przecież tymi budyneczkami dla turystów zarabiasz na swoje życie w raju. Własna strona internetowa to Twoja jedyna wizytówka dla reszty globu.

 

 

Kurort jest ekologiczny, starannie tak dopracowany, by był samowystarczalny. Posiada własne panele słoneczne, generatory prądu i zbiorniki wodne. Ma pralnię, kuchnię, itakdalej. Jeśli coś nawali u turystów – to Ty odpowiadasz za to wszystko. Ty odpowiadasz za jakość wakacji Twoich klientów. Po hiszpańsku. No chyba, że teściowie zalecą na emeryturę. Za darmo? (już widzę jak Polakmądryposzkodzie naprawia sam usterki na swoich włościach)

Kurort ma własną plażę. Czyli kajaki, jacht, sarfingi, nurkowania, wędki i inne takie zwiazane z wodą. Łatanie łodzi to Twój obowiązek. 

 

P9280178

buziaczki z huty na karaibach

 

Ale bez obaw.

Właściciele obecnego kurortu zapewniają przez pierwsze pół roku opiekę aklimatyzacyjną. Pomogą, doradzą, pokażą paluszkiem gdzie co i jak. I dadzą Ci na start pięćdziesiąt tysięcy dolców zielonych. Ale potem radź sobie sam.

 

No dobra, przypuśćmy, że łapiesz się na to. To teraz sprawy praktyczne.

 

  • Klimat. Jest równikowy, tropikalny. Lato non stop. Apokaliptyczne burze. Wysoka wilgotność. Komary. Polska ma swoje dziwactwa z porami roku, genetycznie żeśmy przystosowani do chłodniejszego klimatu, mamy równowagę ciepła-zimna. Myślisz, że dałbyś radę żyć ponad rok w nieustannym subtropikalnym klimacie? Nie zatęskniłbyś za sankami? Nartami? Odśnieżaniem poloneza w rześki, mroźny poranek? Nawet kocyk, z grzanym winem brzmi inaczej na piątym piętrze w mrokowisku, podczas gdy za oknem szaleje zamieć śnieżna. Nie zatęsknisz za taką nostalgią?

 

  • Kultura. W takim kurorcie możesz wszystko i na wszystko mieć gdzieś. Nic Cię nie ogranicza, nie ciąży, nie masz problemów polskiego świata. Czasem fajnie jest odpocząć od powtarzalnych, upierdliwych lub traumatycznych tradycji, świąt, zwyczajów, jasne. Ale po latach człowiek tęskni. Koszyczki wielkanocne, imieniny u cioci Mieci, rozgardiasze przedświąteczne w biedrolidlach, komunie, chrzty, śluby znajomych z przedszkola, wyjścia z kumplami na żubry czy „tosikianiepiwopaniemój„, no powiedz, nie będzie Ci tego brakowało po pół roku życia w raju? Polacy mają skłonności do kolonizowania świata, mają olbrzymie trudności z adaptacją do lokalnych warunków – Janusz zrobi bigos nawet na biegunie. I nauczy robienia tegoż bigosu wszystkich eskimosów.

 

  • Ludzie. No, rodzina, znajomi, teściowa, monitoring osiedlowy, Grażyny w kolejkach w mięsnych. I najsłynniejszy kwiatek na świecie – kurfa. Tego, Panie Januszu, nie uświadczysz w swoim karaibskim pałacu. Nie ma zusu, nie ma augumentinów na grypy, nie ma parujących pierogów od mamusi, nie ma gorących grzanków z gołdą z Kaśką w sobotę w nocy, nie ma palenia z kumplami na ławeczce pod klatką, nie ma tulenia w razie kanionów, chandry, no nie ma. Wytrzymasz?

 

  • Transport. Kurort leży na zadupiu. Dojazd samolotem, samolocikiem i łodzią. Cała wyprawa z wałówkami z Polski. Będzie Cię stać na to, by latać do Polski i prowadzić biznes z ojczyzny, może być i tak. Ale to nastąpi tylko wtedy, kiedy ogarniesz się na miejscu i będziesz miał pewność, że to jest to, co chcesz robić. I biznes będzie już samodzielnie i stabilnie się kręcił. A to z kolei wcale tak szybko może nie nastąpić (czasem jest to kilka miesięcy, czasem ponad rok, trza uważniej przeczytać regulamin). Blisko dwie hameryki, taniej będzie polecieć na deskę do Alberty w Kanadzie czy do ostrej Patagonii niż do Europy, w Alpy. A deska w Albercie to nie to samo co deska z ziomkami w Tatrach, prawda? Transport jest czasochłonny i uwzględnij to, jeśli jesteś blisko związany z rodziną i chciałbyś być na ich najważniejszych i mniej ważnych wydarzeniach. Lub w razie niespodziewanych cyrków typu wypadki, śmierci, zawały, ciężkie choroby. Nie będziesz miał wyrzutów sumienia, że Ty siedzisz w raju a Twój ubóstwiany dziadzio leży w śpiączce po udarze i zejdzie lada godzina? Bo „przepraszam,niezdążyłem” będzie Cię goniło do końca Twego żywota.

 

  • Praca. Życie jako emigranta, polskiego emigranta, ale nie, tej części świata nie będziesz kolonizował, nie da się. Jest biznes, trzeba dbać o płynność tego biznesu, utrzymać jego wysoki poziom turystyczny, być na zyskach, rezonować całym sobą z tym miejscem. Musisz kochać. A kochać nie można musieć. Masz kochać to miejsce i nie dlatego, że jesteś w raju i żyjesz tu na pokaz, ale naprawdę serio tu jesteś dla radości, cieszenia się byciem i masz to okazywać serio serio serio. Twoje życie w raju to ciągła praca, reklama Twojej osoby, Twojej osobowości, Twoich poglądów, nastawienia. Praca w polskiej hucie wymaga innego nastawienia, takiego swojskiego, polskiego, delikatnie chamskiego. Natomiast własny biznes w raju będzie wymagał od Ciebie zmierzenia się z własnymi lękami, uprzedzeniami, megaszerokich horyzontów. Będzie wymagał od Ciebie otwartości i tolerancji w rzeczach, o których w Polsce nie słyszałeś, nie widziałeś, nie doświadczyłeś. Będziesz ściskał rączki znanych milionerów, całował dłonie poważane księżne, i nie, nie, nie będziesz się z nimi kumplował „po kieliszku”. Prywatność i równe traktowanie Twoich klientów, niezależnie od ich statusu i pozycji społecznej jest najważniejszym punktem w Twojej pracy. Pomyśl, będziesz chciał zmienić siebie na tyle, by wytrwać w takiej pracy? Czasem polskość wyhodowaną w sobie jest bardzo trudno wykorzenić. Nie, żebym się czepiała się tej polskości, równie dobrze mogę się odnieść do innych nacji, w których znajdą się jakieś niepasujące przywary.

 

 

Jasne, istnieją wśród Was takie osoby, które będą chciały podjąć te wyzwanie i spróbować swoich możliwości w rajskich warunkach. Entuzjastyczni, przyjaźni, optymistyczni, realistyczni, z głową na karku, z mocnym kręgosłupem i mocnym własnym moralem, bez większych zobowiązań, przywiązań. Są tacy i dla takich właśnie ta loteria jest skierowana.

 

Ktoś zapyta, dlaczego właściciele sprzedają ten kurort? Przecież to raj i w ogóle. Nie znamy ich rzeczywistych powodów – może tęsknią, może się przenoszą gdzie indziej, może mają dość gorąca, może zachorowali ciężko, może chcą rodzinę założyć, dzieci do „normalnych” szkół posłać? Nie wiemy. W każdym razie pomysł na sprzedanie włości mieli naprawdę wypasiony. Zarobią dużo, dużo, dużo więcej niż na oddzielnej sprzedaży tego kurortu poprzez zwyczajną agencję nieruchomości.

 

I jeśli Ty wygrasz, pojedziesz, spróbujesz, spodoba Ci się, pobędziesz kilka lat, nabędziesz arcycennych doświadczeń w językach, w ludziach, w przedsiębiorczości, popodróżujesz sobie po obu hamerykach, i zechcesz nagle wrócisz do Polski – zawsze będziesz miał możliwość wykazania się swoją kreatywnością i wystawienia na sprzedaż posiadłości z wielkim zyskiem.

Dać szansę wykazania się i wyzwania w rozwoju innym Januszom lub Grażynkom.

 

Podobna sprawa ma się z wygranymi zilionowymi w euroloteriach. Nie każdy się nadaje do zarządzania nagłym bogactwem i pieniądzem. To zupełnie inne energie, które nie mają nic wspólnego z polskim, negatywnym nastawieniem do pieniądza. Im słabszy i bardziej zachłanny jesteś, cudaczne oczekiwania masz, tym szybciej stracisz swoją wygraną, wbrew temu co deklarujesz i mówisz (inwestycje, chałupy, schroniska dla piesków). Idźmy dalej – Twoja słaba i niepewna energia poprzez zilionową wygraną spisze na straty Twoje deklaracje (inwestycje, chałupy, schroniska dla piesków). Tak to działa.

 

Uważaj, co marzysz, bo często bywa, że na marzenia nie będziesz zwyczajnie gotowy. Marzenia zmuszają nas do podejmowania ryzyka, przekraczania swoich możliwości, do „przyjmowania z pokorą to, co przynosi los” (D. Dudek). Nie wiesz, czy będziesz w stanie podjąć różnego rodzaju wyzwania, wyrzec się paru rzeczy, popracować nad swoim zachowaniem, myślami, ciałem. Nie wiesz, co będzie jutro.

 

 

Marzenia zmuszają do życia w „tu i teraz”. A ludzie ciągle tego „tu i teraz” się uczą. I nie mogą się nauczyć.

 

 

Dalej chcesz wygrać ten raj na Ziemi?

 

A ja? Nie, dziękuję. Tydzień w raju mi całkiem wystarczy. Raje mnie nudzą. 

IMG_1440

jeszcze nie wyjechałam a już marudzę

 

 

Więcej informacji o loterii TUTAJ