Legendy wieści noszą, że kiedy misie z zimowego snu się budzą, ich pierwszym am am jest czosnek niedźwiedzi. Który z polskim czosnkiem mało ma co wspólnego. Cóż, za słaby dla misia a i w lasach raczej nie rośnie, no i inaczej wygląda. Liście ma. I przetarty leciutko w dłoniach wydziela delikatny aromacik czosnku.

Siarkę ma. A siarka niszczy komórki rakowe, się wie. Niedobór siarki to też wyyyysokie ryzyko zaproszenia raków. I innych grzybic. Bo siarka, piekielna jest i smaży wszystko, i usmaży też grzyby w Twoim ciele. I pleśnie z orzeszków ziemnych i brazylijskich. Na amen.

Siarka kocha krew, serduszko, siarka wzmacnia włosy, paznokcie, walczy z migrenami. I cała masa, masa innych dobroci.

Jest takim samym ważnym pierwiastkiem jak magnez, wapń, fosfor, krzem, cynk i inne takie. A niedobór każdego z tych elementów znacząco obniża jakość Twojego życia – a to łysienie, a to bóle głowy, a to wysypki, a to uczulenia, a to jakieś dziwne, kosmiczne ustrojstwa typu wrzody, raki, cukrzyce, jeden chrabąszcz.

No i jest dużo lżejszy dla wątróbki, w przeciwieństwie do zwykłego ząbkowego czosnku, który wymaga pracy wątroby pełną parą.

No a rodzice lubują się w czosnkach. I zbierają co mogą. I jeżdżą zbierać też czosnek niedźwiedzi. Najlepszy w okresie wczesnej wiosenki.

Ja właśnie na urlopie i blisko do Gór Opawskich, no to pojechaliśmy całym stadem na Kopę Biskupią.

IMG-20180314-WA0005

Tędy drabinkowy, piekielny szlak na Piekiełko, ale ślisko, mokro było, co stado ma ryzykować?

 

Nazbieraliśmy.

IMG_20180315_172601943

 

Widzicie jak wygląda czosnek niedźwiedzi? W ogóle nie przypomina polskich/chińskich ząbków, co nie? No, oprócz nasionek – pseudoząbków, TEGO NIE JEMY. Maleńkie, niepozorne toto, ale jaką siłę ma w sobie! Misia postawi na nogi. Mogę się pokusić o stwierdzenie, że czosnek niedźwiedzi jest dla misiów tym, czym jarmuż dla ludzi. Tak.

IMG_20180314_180430198

 

Mammi robi pesto. Pyszne. Do zastosowania jak pesto, sos, pasta do „chleba”.

Potrzebujesz:

  • 80g świeżego czosnku niedźwiedziego
  • 80g orzeszków – piniowych, włoskich, lub nawet samych ziaren słonecznika
  • 80g płatków drożdżowych, a dla nie-wegan – parmezanu
  • 120ml oliwy lub innego roślinnego oleju (lniany, z ostropestu, z pestek dyni) – lejemy na oko, możliwa będzie dolewka
  • solipieprzu
  • wysokiej miski
  • blendera ręcznego
  • młynka do mielenia ziaren lub noża-siekacza
  • słoiczek do 300ml, starczy i 250ml, resztę wyjecie na świeżo

 

Robimy.

Odmierzamy liście czosnku

IMG_20180315_172631739

Odmierzamy orzechy – słonecznik, piniowe, włoskie, cokolwiek macie. Ma być ich razem 80g.

IMG_20180315_173123940

Orzechy, słonecznik też, krótko prażymy na patelni. Orzechy włoskie rozdrabniamy siekaczem, no chyba, że wrzucicie do większego malaksera/młynka i zmielicie.

Wystudzone mielimy. Nie na olej, ma być sypkie.

 

Wracamy do czosnku misiowego. Liście szatkujemy siekaczem na grubsze kawałki, takie, żeby blenderowi łatwiej było mielić.

IMG_20180315_172734505

Wsadzamy te liście do wysokiej miski i wlewamy 120ml oliwki – mammi tu zaszpanowała olejem lnianym.

IMG_20180315_175446924

I blendujemy. Ma wyjść pestowa masa. Nie lejąca się taka. W razie czego – dolewamy.

IMG_20180315_180023467

 

I dodajemy po kolei zmielonych orzechów

IMG_20180315_180154447

płatków drożdżowych lub parmezanu

IMG_20180315_180118140

doprawiamy solopieprzem do smaku

IMG_20180315_180711106

I wsadzamy do słoika. Taki na 250ml słoik starczy. O ile nie zjecie po drodze z chlebem lub makaronem lub kaszą.

IMG_20180315_181053728

 

Jeśli Wam coś z liści czosnku niedźwiedziowego zostanie, możecie je zamrozić. Rozmrożone można dawać do jajecznicy, do mielonej zupy, do surówek, na kanapki, do omletów wegańskich i nie-wegańskich. Potraktujcie go jak szczypiorek, pietruszkę, coś w ten deseń.

IMG_20180315_182016867

 

Smacznego !