No i mnie wzięło. Tak to bywa jak się biega zimą. Oskrzeli baba się nabawi to ma. No i ten dziwny, duszącoświszczący kaszel, nieprzyjemny, ble. I ten brak głosu, już nawet na chrypkę brak siły. No tak to bywa. Życie.

Ale Anetka dobrze zaopatrzona, przewiduje i reaguje od razu, zanim poleci do doktora po grzybotwórczy antybiotyk. Bo teoretycznie tylko antybiotyk jest zalecany przy moim PCD. Innych metod szanowni lekarze nie znają.

Ale szarlataneria zna.

I Anetka bardzo z tą szarlatanerią rezonuje. I świecąc własnym przykładem tę szarlatanerię szerzy po najbliższych i znajomych. Skutecznie.

 

A jak coś jest skuteczne, to znaczy, że działa, prawda?

 

No więc.

Każde przeziębienie, grypa, katar, kaszel, infekcja, każdy ból to efekt dostania się do środka lub działania wirusów, bakterii, toksyn i innych kosmicznych ustrojstw. Gorączka jest objawem, że organizm walczy z danym stanem zapalnym.

 

Gorączki NIGDY nie należy zwalczać, obniżać. Żadnymi farmaceutykami. Po co utrudniać mądremu organizmowi walkę z obcymi? No, chyba, że jest bardzo krytyczna i trwa kilka dni.

 

Jeśli stosujecie rozsądną profilaktykę i suplementy, to do stanu zapalnego, ani tym bardziej wysokiej gorączki zwyczajnie nie dojdzie. No chyba, że óśmioletni skarbenek po miesiącu kucia nad biurkiem do oksfordu wyjdzie nagle na sanki i wróci zgrzany.

Matrix medyczny już zdelegalizował mnóstwo skarbów naszej Mamusi Gai. Witamina C powoli staje się jego ofiarą, ale jeszcze walczymy, jeszcze walczymy, by się utrzymała wśród nas.

 

Wiemy, gdzie jej najwięcej – jarmuż, brokuły, szpinak, pietruszka zielona, acerola, cytrusy, papryka, czarna porzeczka, kiwi.

 

Jej chemiczny odpowiednik to syntetyczny kwas L-askorbinowy (nie mylcie go z askorbinianem sodu, z którego robi się wlewy dożylne leczące WSZELKIE choroby). I ten kwas L-a w połączeniu z naturalną postacią witaminy C daje mega mega potężny efekt uzdrawiający.

 

W notce używam naprzemiennie obu nazw, ale i tak cel sprowadza się do jednego. Wiemy o co chodzi.

Witamina C ma w sobie tę cudowną właściwość, że NEUTRALIZUJE, ZOBOJĘTNIA każdą toksynę w Twoim ciele. Dosłownie KAŻDĄ.

W połączeniu z siarką organiczną świetnie utlenia komórki, jednocześnie napędzając ciało do walki z beztlenowymi komórkami rakowymi. Zresztą, bez siarkowego kompana też sobie świetnie radzi z rakami.

No i dobra.

Mamy kaszelek, mamy katarek, mamy gorączkę. Pospolity obrazek jesiennozimowowiosenny. Niedobory witaminy D3 tak działają – chorujemy więcej i bardziej.

No serio, wracam do tematu.

Mamy kaszelek, ale taki mały, za to duszący w oskrzelach, katarku nie mamy, ale mamy stan podgorączkowy. I jeszcze gardełko cośtam. No ładnie, się wrobiłam.

Pognałam do sklepu po pomarańczki. Kwas L-askorbinowy w pałacu jest. Zawsze jest. Piję go niemal codziennie. Ale na wyziębienie oskrzeli podczas biegania toto już niczemu niewinne.

Dobrze, dobrze, zrobimy kalibrację, inhalacje, itakdalej, będzie dobrze.

Kupiłam tych pomarańczków jakieś dwa kilogramy. Mi starcza, bo znam swój próg kalibracyjny. Mam na boku jeszcze kapustę kiszoną. I trochę cytryn. I kiwi. Starczy.

Więc, chodzi o to, by przyjąć tę dawkę witaminy C (kwas L-a + naturalna witCe) w określonym czasie, aż do wystąpienia biegunki. Po biegunce minimalizujemy dawkę, i kontynuujemy minimalnie przez kolejne dni.

Zamiast pomarańczków można zastosować każdy sok, który zawiera w sobie witCe – acerola, aronia, nawet woda z cytryną, ma być bio, organik, czyste, i bez żadnych dodatków. Ale pomarańcze to pomarańcze, są przeeeeeepyyyyszne.

Wyciskamy.

IMG_20180128_131652798

Aż będzie pół szklanki. I do tej pół szklanki soku dajemy jedną łyżeczkę kwasu L-a.

IMG_20180128_131906426

Dobrze mieszamy. Wypijamy do dna!

Odczekujemy 20-30 minut.

Po czym wyciskamy kolejne pół szklanki soku i znowu dajemy łyżeczkę kwasu L-a. I mieszamy. I znowu wypijamy do dna.

I czekamy 20-30 minut.

I tak powtarzamy, aż w brzuchu zacznie się bulgotać i przewalać a my będziemy biec na tron. I to nie raz.

Po pierwszej biegunce przez kolejne dni wystarczy jedna łyżeczka kwasu L-a do soku na cały dzień.

 

W skrócie – jedna łyżeczka kwasu L-a na pół szklanki soku. Przerwa 20-30min. I powtórka. Aż do biegunki.

 

Kalibracja nie zadziała przy zwykłych tabletkach witCe. W tak krótkim czasie tabletka nie zdąży się rozpuścić ani zareagować (chociaż znam przypadek, w którym kumpela brała 1000mg witCe w tabletkach co pół godziny i też się z dnia na dzień wyleczyła).

Inne dawkowanie jest dla dzieci, słoneczka mają lepszą wchłanialność, szybszy metabolizm – dla nich połowa łyżeczki na szklankę soku.

Czas odczekiwania można skrócić, nawet do 10 minut. Ale to trzeba znać dobrze swój organizm, być wprawionym w takie kalibracje.

W ciągu dnia warto jeszcze podjeść jakieś kiszonki, owocki. Mój sprawdzony patent to miseczka kapusty kiszonej lub kiwi posypana kwasem L-a.

Kalibrację można profilaktycznie stosować raz na miesiąc. Tak o, by zawczasu wypłukać toksyny z ciałka.

A, skutkiem ubocznym może być, ale niekoniecznie (przynajmniej u mnie jest przy każdym większym odtruwaniu) ból głowy w okolicach korony. Trzeba pić bardzo bardzo bardzo dużo wody, by pomóc witCe wypłukać toksyny i stany zapalne z ciałka. Pogonić. A kysz! Do huty trza, a nie pod kocyk z marudzeniem!

No i jeszcze, że to oskrzelka i kaszel, a ja wielka fanka wody utlenionej, to jeszcze do kalibracji zawsze dołączam właśnie inhalacje z wody utlenionej. Tak 2-5x dziennie, zależy jak mocno kaszlę.

I herbatki anyżkowe.

Woda utleniona goni ustrojstwa po całym krwioobiegu i układzie oddechowym.

Oczywiście, nie zapominamy o całej reszcie arsenału wspomagającego – czosnek, cebula, kurkuma, imbir (nawiasem pisząc, wkrótce ujawnię genialny napój mocy), parówki z ziół, olejki eukaliptusowe.

Magiczne są babcine syropy z cebuli, czosnku i miodu, również z orzechów włoskich. Każdy taki syrop trzeba pić minimum 5 dni – to naturalny antybiotyk a on działa po takim czasie.

Kalibrację można ponawiać.

 

No, ale zostały jeszcze skórki po wyciśniętych pomarańczkach? Co zrobić?

IMG_20180128_132522752

Wyskrobać zębami wewnętrzny miąższ. Zjeść !! <3 <3

 

Zdrowia!! 🙂

 

P.S. Kwas L-askorbinowy, podobnie jak resztę swoich suplementów, kupuję w sklepie ThisIsBio. Próbowałam wielu rzeczy, ale dopiero z tego sklepu zaczęły na mnie działać.