Ostatnio miłuję się w kiszonkach. Po konsekwentnym oczyszczaniu wątroby oraz zakwaszaniu żołądka mój układ trawienny w końcu wrócił na swoje tory. Szybkość pociągu japońskiego to jeszcze nie jest, dajmy na to, parowóz taki. Ale ważne, że jedzie, że pruje, że ciągnie. Że wchłania.

Bo jak nie wchłania to brzuszek jest wzdęty po niemal każdym posiłku, nawet po wodzie na czczo.

Kiedyś pijałam nałogowo świeżo wyciskane soki warzywne i nie rozumiałam dlaczego wątroba nie daje rady. A co dopiero “ciężkie” kapusty kiszone…

Ale teraz to już jem & piję takie cudeńka codziennie ! I czuję, że moje ciało chce, chce, chce !!

Mammi mi raz przesłała przepis na kiszone cytryny, z jakiejś gazety zeskrobała, z myślą o córeńce, która ostatnio kisi ile wlezie. No dobra, czemu nie. Chociaż jeszcze nie wiem z czym i jak będę te cytryny jadła.

 

Więc lecimy. Potrzebujesz:

  • 6 cytryn – organicznych, niewoskowanych

  • 3 łyżki soli – żadna tam sól kuchenna, stołowa, wygrzebcie w szafkach jakieś himalajskie, kłodawskie, celtyckie, jeśli gruboziarniste – zmielcie

  • kilka liści laurowych

  • cynamon – tak, tak, laska cynamonu lub łyżka sproszkowanego, najlepiej organicznego, cejlońskiego, nie jakieś zmiotki z podłogi z marketów

  • przegotowana woda

  • lub oliwa

  • i słoik średniej wielkości

Wszystkie cytrynki szorujemy pod wodą.

Bierzemy trzy z nich, przekrajamy na pół i wyciskamy z nich sok.

IMG_20180126_130408474

Sok odstawiamy na bok, przyda się później.

Pozostałe trzy cytrynki kroimy wzdłuż na niecałe cztery części, tak nie do końca, by jeszcze się trzymały.

IMG_20180126_130657665

Bierzemy każdą do rączki, lekko rozwieramy i do środka sypiemy łyżkę soli. Sól oczywiście się rozsypie dookoła i rozwlecze, jak to sól, także radzę sypać bezpośrednio nad słoikiem, co by jej nie marnować. I nie patrzcie na mój bałagan.

IMG_20180126_131440916

Cytrynę zamykamy, odwracamy i ściskamy, by wycisnąć z niej trochę soku. Prosto do słoika.

IMG_20180126_131502567

I dajemy do środka.

Tak samo robimy z pozostałymi dwiema cytrynami. Ma być ciasno im tam, mają się tulić porządnie, ściskać.

I teraz bierzemy wyciśnięty sok z pierwszych trzech cytryn i zalewamy.

Do środka dajemy liście laurowe i posypujemy cynamonem.

IMG_20180126_131719509

I zalewamy letnią, przegotowaną wodą.

IMG_20180126_132914158

Jakie fajne kolorki wyszły, ciepły wizualnie słoiczek, sympatyczny <3

 

W Mamminej opcji jest oliwa, zamiast wody. Mi tam trochę szkoda oliwy się zrobiło, to po pierwsze, a po drugie – w ostatniej chwili cofnęłam butelkę znad słoika i zdecydowałam się na wodę. Pewnie jakiś odruch przez ewentualnym popsuciem? W każdym razie, spróbuję tej wersji następnym razem.

Cytryny mają być całkiem zanurzone. Ja wsadziłam kamyczek, dość spory, który z pomocą nakrętki “przydusił” cytryny do wody. Takie topienie ich wyjdzie na dobre.

Słoik dałam do ciemnego, w miarę ciepłego miejsca, czyli dolnej szafki. Przypomnę sobie o nim za ponad dwa tygodnie.

W wersji z oliwą są to cztery tygodnie.

#tylkozczymtoterazjeść

I dajcie znać, jak u Was z kiszeniem cytryn, tudzież jedzeniem takowych. O rybach nie wspominajcie, proszę, ja ich nie jadam. No dobra, jadam 2-3 do roku, może rzadziej i jest to zawsze dorsz lub makrela wędzona. W sumie do dorsza mogłaby ta cytryna kiszona pasować, co nie?

<3