W poprzedniej notce pisałam o zarabianiu hajsu przez robienie tego co się kocha (tu). Była to wersja nudna, oklepana, czyli taka którą przeczytasz w każdym bestselerowskim poradniku od gościa śpiącego na zilionach zielonych. Dziś przedstawię wersję moją, oryginalną, Anetkową. I będzie to wersja totalnie nielogiczna, dziwna, bo niedostosowana do wszelkich norm społecznych.

Pod ostatnią notką rozgorzała dyskusja. Dyskusja typowa i przewidywalna. Zarzucali mi niewiedzę, brak doświadczenia oraz posiadanie “bogatego sponsora.” W internetach przecież to normalne, że inni wiedzą i znają Ciebie lepiej Ty sama.

Napiszę jak ja widzę kwestię pieniądza na Ziemi. W bardzo telegraficznym skrócie.

Na początek, przypominam, nie jest to ‚normalny’ blog. Nie jestem ‚normalna’. Nie pochodzę z Ziemi (z ziemskiej linii ewolucyjnej). Jestem starą duszą, przeżyłam i doświadczyłam już swoje. Również i na innych galaktykach, w innych czasoprzestrzeniach, w innych wymiarach. Przybyłam tu już z gotową wiedzą o zasadach, mechanizmach i regułach panujących we Wszechświecie. Życie na Ziemi odbieram w sposób energetyczny, z kosmicznym dystansem. Tak samo odbieram też ludzi.

Ziemia jest pewnego rodzaju fermą hodowlaną, polem doświadczalnym, stworzonym przez inne galaktyczne cywilizacje. I jak każda ‚rzecz’ w Kosmosie również i Ziemia jest świadomością, energią, ma swoje imiona (Gaja, Urantia, Terra, Tara). Ewolucja człowieka przebiegała zupełnie inaczej niż powszechnie się sądzi. Wszyscy tutaj żyjemy w tzw. systemie, hologramie, matrixie (opisywałam matrix TUTAJ).

Przychodząc na ziemski świat, jako dusza, przybieramy ziemski ‚pojazd’ – ciało. Do ciała wszczepione są określone implanty, które warunkują nasze zachowania, w tym ego. Ego jest pod ścisłym nadzorem stwórców, którzy nas nieustannie genetycznie i kwantowo kreują i modyfikują.

Na Ziemi się rozwijamy, uczymy się, nabywamy doświadczeń, poznajemy zjawiska i rzeczy, których nie spotkamy na innych galaktykach.

Uczymy się walczyć z ego.

Ego jest sztuczne, ego to emocje.

Ego to strach, smutek, żal.

Ego zawsze chce to czego nie ma.

A jak mieć władzę nad ludźmi? Stworzyć coś, czego będą się bali, o co będą walczyli, o co będą codziennie wyrywali włosy.

Więc ktoś se tam (niby podświadomie, ale przez eony lat i również ego się mutowało, dostosowując się do danych czasów), więc se ktoś tam wymyślił pieniądz.

Maj preszys…” rzekłby taki gollum.

Ale zrobił to, niestety, źle. Bo taki był zamysł tych twórców, by ludzie na Ziemi się żarli między sobą. Matrix to kocha.

 

Matrix stwarza iluzję, że pieniądze to ZUO.

 

*Matrix – rządy, media, korporacje farmaceutyczne, religijne i żywieniowe, wszelkie klany i familie typu Rotschildowie, Bilderbergowie, Windsory, Watykany i inne. Myślicie, że to teorie spiskowe? Jasne. Na tej samej zasadzie, co informacja, że angielska królowa ela już dawno umrzyła.

 

Matrix ubóstwia kiedy pieniądze leją się wodospadami, tylko dlatego, że Ty spłacasz skredyciałe pałace i wakacje na fejsa i coroczne lodówki.

Matrix uwielbia, kiedy zatrzęsiony idziesz po kolejny kredyt do banku lub innego prowidenta, bo nie masz czym wyżywić dzieci.

Matrix adoruje tych, którzy domagają się sprawiedliwości, którzy mają poczucie winy, którzy robią za ofiary losu i systemów politycznych.

Matrix się jara każdym, kto narzeka, gęga, ględzi na brak pieniędzy, na banki, na polityków, na wojny. Jara się każdym, kto się boi.

A kto się boi?

Ziemskie ciało jest wyposażone energetycznie w system czakr i ciał subtelnych. Wszczepione ego, ograniczony układ DNA, wiek i pochodzenie duszy (tudzież jej doświadczenia z innych wymiarów) oraz WYBRANE ŚWIADOMIE miejsce i czas narodzin składają się na całość, z którą szlajamy się przez resztę życia.

I ta całość również warunkuje nasze podejście do pieniędzy.

I tu, podobnie jak w poprzedniej notce, podzielę ludzi na śpiących i przebudzonych.

Matrix kocha śpiących.

Ale to przebudzeni świadomie potrafią wykorzystać matrix. Bo matrix na nich nie działa. Jest za słaby.

Ludzie mają bardzo różnie zdefiniowane czakry (one mogą być blokowane np przy chrzcie katolickim czy innym obrządku rytualnym). Za materializm odpowiada pierwsza czakra – czakra podstawy. Częściowo za nią idzie też czakra sakralna, odpowiadająca za seksualność.

Widzicie to w tiwizorach i gazetach? Gdzie porno, reklamy hydrauliczne z cyckonoszami, i hołubienie seksu w klipach muzycznych tam kręcą się grube pieniądze?

 

Ludzie z zablokowaną czakrą podstawy mają zablokowany przepływ pieniędzy.

 

I mogą to być również osoby wysoko uduchowione, z rozwiniętymi czakrami trzeciego oka czy korony. Tacy bardzo często żyją w potężnym strachu, ich ego nieustannie walczy z kosmiczną wiedzą o ziemskie racje bytu. I taki strach bardzo ciężko wydupczyć, odszczepić te ego z elementem bojaźni, nawet oczyszczanie czakr też niewiele pomaga. W takim przypadku jest to po prostu ‚taka droga duszy do przeżycia’.

Najbardziej ogarnięte w ziemskim kręceniu pieniędzmi są dusze młode i wczesnodojrzałe. One mają piękną smykałkę do zaistnienia w mediach, do spełniania ambicji rodziców, do dążenia do celów po trupach, do bycia bossem a nie liderem. One nie mają poczucia winy, są bezkarne, mają gdzieś sprawiedliwość, żyją w luksusach, pieniądze są ich celem a nie narzędziem.

I Kosmos im daje dokładnie to co myślą, kreują sami sobie. Widzisz, nie masz poczucia winy, więc nie przyciągniesz kary do siebie. Bo jak? Przyciągasz tylko to co odczuwasz. Nie mają tacy skrupułów, wszystko jest gdzieś hen hen i widzicie, jak się takim żyje.

Ja z takimi nie rezonuję z jednego prostego powodu – dusze młode zwyczajnie nie dogadują się duszami starszymi. Analogicznie – “dajmy się młodym wyszaleć, niech się uczą życia”. Ale fajnie jest obserwować jak sobie radzą, jak walczą o lepszy dzień, lepsze jutro, lepszy kraj, lepszy świat.

Cudnie jest patrzeć jak mimo przeciwności matrixu odnajdują piękną radość w swoim życiu. Mnie to wzrusza, roztkliwia.

Uczcie się, kochani… Idźcie do przodu, walczcie, kochajcie. Jest warto.

W skład duchowego matrixu wchodzi arcypopularna KARMA. Na którą można zwalić wszystkie nieszczęścia świata – brak hajsu na beemkę i szklany gabinet na czterdziestym piętrze, bo patologiczna rodzina i jesteś udupiona finansowo, bo brak znajomości i nie ma kto Ci pracy załatwić, bo nikt Cię nie kocha, bo masz depresję i raka, bo karma zawiniła i trza to odbębnić.

To, że Twój pradziadek był biedny to nie znaczy, że Ty też masz spać pod tekturami. Jesteś inną duszą niż on. Masz inaczej wirujące czakry niż on. Masz inne warunki, inne miejsce i czasy niż on. Nie przenoś jego “karmy” na siebie, bo przyciągasz to, stworzysz sobie duchową klatkę. Z której korzyść będzie miał tylko dyrektor lokalnego banku. I Twój prywatny gastrolog. Bo zaparcia to blokada energii, duszenie w sobie negatywnych emocji, złości, blokada czakr. Poczucie winy ‚ściągnięte’ od pradziadka sprawia, że Kosmos przysyła Ci nieszczęścia garściami.

Jak masz odpowiednie warunki to rusz się, działaj – strzep z ramienia pyłek pseudokarmy pradziadkowej, popytaj wśród znajomych i znajomych znajomych, zapisz się na jakiś kurs, jeden drugi, próbuj, ucz się, doświadczaj, poznawaj. Z czasem przyjdzie i ten cyk! że nagle będziesz wiedział co chcesz robić a zielone będą Ci przyjaźnie i stabilnie nadciągać.

Nie rezonuj z polityką ani medycyną konwencjonalną, nie rezonuj z kwaczącymi ploteczkami na osiedlu. Nawet jeśli nie starczy Ci do pierwszego – nie martw się, weź słoneczka, małża, wyjdź do lasu, na plażę, do cioci Irenki.

 

Nie martw się, nie przyciągaj, nie karm ego, nie karm matrixu. O to przecież chodzi rządom i korporacjom – byście się bali, byście się zamartwiali, byście chorowali. By z tego Waszego strachu mieli hajs na swoje jachty. Bo ich Wasz strach nie obchodzi. 

 

Robienie biznesów to nie tylko założenie własnej firmy pierogów na osiedlu.

Robienie biznesów to też kręcenie własnym domowym budżetem rodzinnym. Energia tutaj się kręci w takim samym stopniu jak u multimilionera.

 

Pieniądz nie faworyzuje nikogo.

Pieniądz nie ucieka od nikogo.

 

Mam wielu znajomych (śpiące, młode i dojrzałe dusze), którzy powielają ten sam schemat – hygge domek na kredycie, słoneczka, cziułała lub jork do zestawu, jakaś beemka, passerati, życie zgodnie z kalendarzowymi tradycjami (połowa rocznego budżetu idzie na bożenarodzenie), oglądają jedynkę i emtiwi z seksi tyłeczkami, jedzą gieemo pszenicę i rafinowany biały cukier.

I co?

Są szczęśliwi. Mają gdzieś to, że są manipulowani przez polityków, przez Windsory, przez matrix. Żyją tak, jak są zaprogramowani. Zarabiają kasy w hutach, w salonach mercedsów, w korporacjach, plotąc na zamówienie koce z szarej wełny czesankowej (bo dom w stylu hygge). Wiecznie im brakuje mamony, znajomości, ciągle chcą więcej, więcej i więcej.

Mam też wielu znajomych, niesłyszących, którzy podróżują po świecie, niemal dzień w dzień. Można by zapytać – skąd hajs mają? Ano, mają – zdalna, ciężka praca, konsekwencja, przedsiębiorczość, pewność siebie, wyjebanizm. Dodam, że dobrze rozwinięte czakry podstawy i sakralne.

Ich umysły i dusze są jeszcze młode, ograniczone, wąskie. Nie rozkażesz im, by nagle z dnia na dzień się przebudzili, ocknęli się, zobaczyli, dokąd świat zmierza. Nie należy ich za to winić.

 

Wszyscy mamy prawo do popełniania błędów w młodości.

 

Osoby przebudzone, z rozwiniętymi czakrami, mają świadomość mechanizmów działających na Ziemi. Wiedzą, że pieniądze są zależne od naszych intencji. Nie pragną własnych awionetek, dworków, audi s6 czy wklęsłych plazm w salonach z kostką brukową. To już przeżyliśmy. Znudziło się. Zapewniają sobie dostatnie życie, zapewniają sobie dobrą pracę, która niekoniecznie im daje spełnienie, ważniejsze, żeby nie szkodziła. Bardzo często wybrana praca jest tylko narzędziem do osiągnięcia określonych celów. Uciekają od odpowiedzialności, od wyścigów. Bo po co? Zostawiają to młodym. Im wystarcza to co mają, co posiadają.

Przypomnijcie sobie, ile razy słyszeliście od dziadków, od rodziców “Oj, dajcie spokój, nie potrzebuję niczego, wszystko mam, po co mi to?” Dziwiło i dziwi Was to, prawda?

Nie chodzi o to, by dopasować się do wymogów matrixa/systemu. Chodzi o to, by zrobić z niego swojego sprzymierzeńca. Świat ma Ci służyć, a nie Ty jemu.

Internety to produkt systemu, by manipulować, rządzić, władać. Ale internety mogą też rozwijać, budzić, popychać do przodu. Nie rób niczego z czym nie rezonujesz. Nie skupiaj uwagi na konkurencji. Myśl o sobie.

 

 

Pracuję w hucie, zarabiam mniej niż średnia krajowa (po co mi więcej?), jeżdżę ukochanym kilkunastoletnim autem, swego czasu podróżowałam dużo (teraz nie mam chwilowo parcia), nie narzekałam i nie narzekam na brak pieniędzy, lubię wydawać w tikejmaksie, kupuję drogie organiczne jedzenie, nie posiadam ‚bogatego sponsora’. Jestem szczęśliwa.

Ale ja jestem ‚dziwna’, jak to stwierdziła kiedyś kumpela z huty. Raz ją zapytałam:

  • „Ile może zarabiać menedżerka naszej firmy?

  • No nie wiem, jakieś 700-800 funtów tygodniowo.

  • Łomatko… Ja nie chciałabym tyle zarabiać…

  • (cisza, osłupienie i w ogóle zonk na kumpeli licach)

  • No co? No co bym zrobiła z taką kasą??

  • (cisza… i po chwili) Kupiłabyś se tę wełnianą kurtałkę w tikejmaksie!

  • Ale ja ją kupię. A co z resztą? Nie chce mi się bawić w wydawanie, starczy mi to, co wydaję teraz.

  • Dziwna jesteś, ale to już wiem od dawna…”

Moje notki tutaj są poparte wieloletnimi obserwacjami w bliższym i dalszym kręgu. Nie czytałam żadnych poradników o zdobywaniu przyjaciół i hajsu.

Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej o swoich czakrach – odsyłam do zgłębienia się w temat Human Design. Tylko poszukajcie kogoś dobrego, zaufajcie intuicji przy wyborze doradcy. Generalnie oczyszczajcie czakry, wybaczajcie, pozbądźcie się złości, żalu, nienawiści, krzyków, spacerujcie dużo, czytajcie książki, wyjdźcie do ludzi i nie zawahajcie się ich używać do swoich celów. I jeszcze bądźcie za to wdzięczni. Po to siebie mamy.

<3

 

Edit: Że ludzie lubią się czepiać, zwłaszcza Ci z obsesją perfekcji i brania wszystkiego serio, tudzież moich notek, uprzedzam, że pojęcie „dużo pieniędzy” w moim tytule jest pojęciem bardzo względnym i posiada spectrum od kilkuset złotych miesięcznie aż do kilkuset tysięcy dolarów dziennie (czy tam więcej).