Przeglądałam swoje stare zdjęcia w albumach u Rodziców. Przystanęłam dłuższą chwilę na fotografiach portretowych z pierwszej klasy podstawówki. Zaskoczyły mnie moje własne oczy, wówczas u siebie maleńkiej, bo siedmioletniej. Cała ja, na przekór późniejszej krytyce Mamy (bo kołnierzyk wygięty, bo grzywka nie tego, bo uśmiech bezzębny, itd itd), ale to był mój uśmiech, mój, ten ze specyficznym spojrzeniem. Portret mnie mocno poruszył, poruszyła mnie też wglądowa perspektywa czasu.

Było jeszcze drugie zdjęcie, na którym siedzę razem z ówczesną przyjaciółką – Anią. Z Anią znałyśmy się jeszcze z zerówki, mieszkałyśmy w sąsiednich klatkach schodowych, spędzałyśmy każdą wolną chwilę, aż do mojej wyprowadzki w czwartej klasie. Później pisałyśmy do siebie listy, chyba przez kilka kolejnych lat. Przez czasy liceum kontaktu raczej nie było, spotkałyśmy się mimochodem na Uniwersytecie Opolskim, gdzie obie studiowałyśmy, pogawędziłyśmy trochu, bez standardowej kawy. Normalna kolej życia, powiecie. Ludzie przychodzą i odchodzą, zmieniają się nam przyjaciele, znajomi. Zmieniają się i nasze i ich oczekiwania.

Klasyka.

Ale.

Podczas tego okresu, dość gruby czas po mojej wyprowadzce, kiedy jeszcze skrobałyśmy atramentami do siebie listy, nasze rodziny spotkały się przypadkiem w jakimś turystycznym miejscu. Starzyzna ze sobą, ja i Ania razem. I co?

Nie miałyśmy kompletnie żadnych tematów do rozmów…

Już nie było tej bliskości, swobody, wkradła się sztywność, taka oficjalna, kulturalna wymiana grzecznościowych zdań. Obie miałyśmy już po dwanaście lat. Było to smutne.

Patrząc na te zdjęcie, wspominając znajomość z Anią, pomyślałam sobie, że te spotkanie było moim pierwszym zrozumieniem, jak działa prawo rezonansu.

Ludzie przychodzą i odchodzą. Nawet jeśli tego nie chcemy.

 

Rezonans jest nieskończenie zmienny.

 

Wibracje międzyludzkie nigdy nie wibrują jednostajnie.

Wszystko się zmienia, płynie, leci, idzie do przodu.

Fale nigdy nie szumią tak samo.

 

Pamiętam jak parę lat temu poznałam kogoś, gościa takiego, lekkiego, zabawnego i w ogóle. Wspomniałam o tym Mamie.

“- Mamuś no, on jest fajny, dobrze się rozmawia, mamy wspólne zainteresowania, tematy, chęci do podróżowania.

Nadajemy na tych samych falach,

telepatia jaka czy co?”

A Mama:

– Taa, na tych samych falach nadawałaś też ze swoim byłym małżem. Pamiętam, jaka rozanielona tymi falami byłaś.

Wtedy jej słowa puściłam w niepamięć. Wróciły one do mnie tego roku, latem. Zajarzyłam wtedy każdą relację w moim życiu, każdy związek, każdą przyjaźń, każdą znajomość.

Żadna z tych osób nie była przypadkowa. Wszystkie znajomości przyczyniły się do mojego wzrastania, znalezienia się tu, gdzie teraz jestem. Żadnej znajomości nie żałuję.

Przyciągałam te osoby, które były mi na daną chwilę potrzebne, by się ruszyć, by się czegoś nauczyć, by czegoś dokonać, by coś popchnąć, oświetlić, ocknąć.

Ale prawo rezonansu to jest to samo co prawo przyciągania.

 

Rezonować = wibrować na określonych częstotliwościach

 

W każdej chwili rezonujemy z różną częstotliwością energetyczną. Jutro nie musimy wibrować tak samo jak wczoraj. Ba, nawet za pięć minut te wibracje mogą ulec potężnej zmianie.

I już nie będziesz taka sama. Nie ma absolutnie żadnej możliwości cofania się. Nie w Kosmosie.

Ta częstotliwość energetyczna jest ściśle zależna od zilionów czynników we wszelkich światach równoległych w nieskończonych wersjach siebie.

 

Możemy rezonować z jakąś rzeczą, ale niekoniecznie musimy ją przyciągać.

Możemy przyciągać jakieś rzeczy, ale nie musimy z nimi rezonować.

 

Chociaż bardzo często zdarza się, że przyciągamy rzeczy z którymi absolutnie nie rezonujemy, gorzej, one się potęgują, stają olbrzymie w miarę naszego coraz silniejszego odpierania i wypierania.

Przestałam z Anią rezonować. Obie poszłyśmy do przodu, każda swoją drogą, zmieniły się nasze wibracje. Wibracje te dostroiły się do nowych warunków otoczenia, naszej właśnie poszerzonej kwantowo świadomości i wiedzy. I tak było z każdą moją kolejną znajomością.

Się wtedy mówi “Namaste” i idzie dalej. Bo będzie tak:

Nie skończysz tego – Los prędzej czy później sam za Ciebie to zrobi, zabrzmi ostry dzwonek na przerwę a wtedy ojć, brutalnie zaboli. To jest bardzo trudne – pozwolić komuś odejść, odpuścić. Gdzieś tam w środku doskonale wiesz, że to już się wypaliło, że coś się skończyło i dalej będzie po prostu bez sensu. Nie przetrwa ta znajomość, nie ma szans. Palisz się już sama, nie potrzebujesz więcej podsycenia swojego ognia. A znajomość umiera śmiercią naturalną. Trzeba umieć wyczuć ten moment, kiedy idąc wspólnie należy się zatrzymać, powiedzieć tej osobie „Żegnaj” i skręcić.” (Nowy Rok zaczyna się codziennie)

W danej chwili rezonujesz na danych częstotliwościach, zatem spotykasz ludzi, którzy wibrują tak samo jak Ty. Trwa to czasem dziesięć minut przypadkowej rozmowy, czasem kilkanaście lat przyjaźni.

Wygląda to tak, że w pewnym momencie Twoja energia się nagle zmieniła, przestajesz się rozumieć z drugą osobą, całą grupą, plemieniem. Szukasz czegoś nowego, odpowiedniego dla Twoich nowych wibracji.

I tak właśnie ludzie odchodzą, odpadają, puszczają zobowiązania, łańcuchy, pierścionki małżeńskie.

Przychodzi nowe.

To jest naturalne. I nie, nie ranimy innych. Ranimy siebie trzymając się kurczowo przeszłości, usychając z tęsknoty za czymś co było. Ranimy siebie tkwiąc w wiecznych gdybaniach o decyzji podjętej trzynaście lat temu.

To nie jest smutne, przepełnione żalem czy łzami. Wręcz przeciwnie – mamy czuć wdzięczność za każdą relację, jakakolwiek ona by nie była, za każdą rzecz, którą widzimy, za każde wydarzenie, które nas spotyka.

Mamy się nauczyć odpuszczać, wybaczać, dziękować.

Tylko tak pójdziemy do przodu, i będziemy przyciągać coraz fajniejsze rzeczy, dobrych ludzi i codzienne szczęście.

 

Bo zasługujemy na wszystko co najlepsze w naszym życiu.

 

Tylko trzeba wiedzieć, jak to wszystko działa.

Czego Wam wszystkim życzę w kolejnym 2018 roku.

 

*Jedno Wam zdradzę.

Od kilku miesięcy trwa przepiękny czas, potrwa on do końca lata następnego roku, albo i dłużej. Jest to czas pomyślności, wielkich zmian w sobie, spotykania kluczowych osób, (nie)przypadkowych zbiegów okoliczności i łutów szczęścia. Postarajcie się być tego świadomi i wykorzystajcie kolejne miesiące na inwestycje w siebie, w innych, w Waszą codzienność.

 

Ściskam <3