Biegną święta hałaśliwymi krokami. Kolejne bożenarodzenie, w którym niemal wszyscy będą dla siebie mili i kochani. Jakby przez resztę roku tacy nie mogli być. Czy to wypacykowana hipokryzja czy przesadna troska czy naprawdę słodzą – chyba nie ma różnicy? Ludzie są przyzwyczajeni do życia w systemie – swoje emocje i odczucia uzależniają od świąt religijnych i państwowych. Ktoś ot tak zarządził, że w takie dni mają słodzić i wyznawać miłość, a w inne dni płakać i wspominać. Fiuuu, nieźle potężny musiał być ten ktoś, by mieć aż taką władzę nad ludźmi zagapionymi w kalendarzowe tradycje…

Ale Wy to lubicie. Nawet jeśli się zarzekacie rękami i nogami, że się nie dacie, nie nabierzecie się, nie kupicie prezentów ni karpia, nie wyślecie walętynki, nie zapalicie znicza, etam, i tak to zrobicie. Nieświadoma ślepota, ciągnięcie przez coś silniejszego, nakładającego klapki na oczy. Lubicie te klapki. Wygodne są, cieplusie i dają poczucie bezpiecznej akceptacji przez masy tłumów.

Kochamy wszystkich, na których nam zależy, odzwzajemniamy pseudolojalność w myśl “Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, nakładamy taką maskę życzliwości i wychodzimy w niej na szoppingi świąteczne.

Ale.

Czasem ta maska, ba, chyba aż za często, ta maska zwyczajnie ups! spada na glebę z hukiem. Iście kwiecistym* (*piiii) hukiem. Człek zapomina, że jakąś miał założoną. Ojej, emocje puściły? Trzeba było kwiatkiem rzucić, bo oczekiwania i plany nagle przywdziały nieprzewidziany obrót? Czerwona buzia, oj tam, nikt ‚”nie słyszał”‚, co się denerwujesz?

Ten huk spadającej maski jest straszliwie, straszliwie TOKSYCZNY.

Już Wam wyjaśniam.

Było kilka takich sytuacji, nasklecanych przez lata. Nie zdawałam sobie powagi z tej kwestii aż do ostatniego razu.

Była niedziela, południe, no trochę taki tłumiasty czas, ale mi to zwisało.

“- Ej, idziemy pooglądać garki do tikejmaksa?” się pytam Mr A.

“- Taaaa !” Mr A. zaklaszczuje łapki

No to idziemy. I oglądamy. I macamy.

Wiecie, ja nie słyszę. Znaczy cośtam słyszę, bo mam aparacik słuchowy, ale nie rozróżniam słów, konkretnych dźwięków. W sklepie jak coś szoppinguję to skupiam się na interesujących mnie rzeczach bardzo łatwo, zatracam się w chwili, jestem w ‚tu i teraz’, znajduję się w takim kokonie, dźwiękoszczelnym kokonie. No, bo nie rozumiem tłumiastych rozmów za moimi plecami. Słyszę dźwięki rozmów, odróżniam głosy damskie od męskich, ale dalej już nie pójdzie, nie interere mnie to. Interere mnie mój szopping. Chłodne “skjuz mi” i “ołsory” i pruję dalej z tobołami z interere ognikami w oczętach. Mam gdzieś otoczenie wokół mnie – jednym słowem – matrix wokół mnie nie istnieje.

No i teraz Mr A. Mr A. jest słyszący. I tak jak ja – jest konkretny i nie lubi tłumów. A, że była przedświąteczna niedziela, i tikejmaks, to tłumy jakieś tam były. Mnie to wisiało i szłam tu, tam i tam, aż do garków. Oglądamy te garki. Widzę zniesmaczoną minę Mr A. No, ale ja w swoim kokonie, w swoim ‚tu i teraz’, nie widzę/nie czuję jakby tego co on słyszy i czuje. Bo skąd? Czujności nie tracę, zauważam parę starszych ludzi w okolicach stolnic i tasaków. Se coś oglądają, nie interere mnie ich rozmowy.

Kupiło się garek, i się wyszło z tikejmaksa. I się wyszło z centrum.

Byliśmy tylko półtorej godziny. I Mr A. rzecze takowo w domku:

– Wiesz co Anetka, ten tikejmaks wymęczył mnie duuuużo bardziej niż wczorajszy dzień nad wypizganym morzem…”

“- Ale czemu? Przecież to tylko sklep?” – się pytam.

– Ty nie słyszysz… Ilu Polaków, ilu Rusków, ilu ludzi… Ile przekleństw, ile podniesionych głosów, krzyków. Pamiętasz tę parę przy tasakach? Gościu rzucił całkiem grube słowa* (*piiii) do swojej żonki, uciszyła się, focha chyba szczeliła, nie wiem.

Ale jak nawet się zatracasz w tych dupnym woku i nagle słyszysz nad uchem pięknego, soczystego kwiatka* (*piiii) – cała magia z chwili ‚tu i teraz’ znika… Wok poszedł w pizdu.”

Moja głuchota jest naprawdę fajnym błogosławieństwem. Wiele osób mi to powtarza, w hucie, w domu, przy stole rodzinnym. Taki przytulny kokonik, do którego nikogo nie dopuszczam. Bo fizycznie jest to niemożliwe. Nie ogłuchnę kogoś na zawołanie i nie zaproszę go do swojego kokona.

I wszyscy się dziwią czemu ja nie chcę za bardzo odzyskiwać słuchu, mimo, że mam ku temu szansę.

Kilka rozmów z innymi osobami w hucie również potwierdziło kwestię Mr A. Tłumy męczą, wypompowują energię z boziwinnychducha prostych ludzi, którzy wyszli do sklepu tylko po cukier na mazurek a wracają jak po czterech godzinach rąbania drewna.

 

Kiedy maski spadają z hukiem na gleby, ludzie stają się nieświadomie wampirami energetycznymi.

 

Negatywne emocje są potężną energią, wysysają i pożerają wszystko co “widzą” na swojej kwantowej drodze. Emocje są egoistyczne, tak zaślepiają w Twoim ‚tu i teraz’, że nie zdajesz sobie sprawy, że ktoś obok Ciebie może stać i zachwycać się pięknem woka. I, że za chwilę zepsujesz mu humor na resztę dnia. I co Cię jeszcze obchodzić może, że ten ktoś obok kupuje właśnie woka swojej teściowej na gwiazdkę i za chwilę miał zmierzać do działu z zabawkami dla swoich słoneczków? Ale dzięki Tobie – nie zmierzy tam, bo poczuje się nagle osłabiony, wypompowany. Wyssałeś z niego całą magię, nastrój chwili, jego bezpieczne ‚tu i teraz’.

Co Cię to obchodzi?

A w drugą stronę? Jakbyś zareagował, gdyby ktoś w sklepie rzucił tubalnym kwiatkiem* (*piiiii) nad uchem Twojej córeczki, która się własnie zachwyca najnowszą barbi?

“NieróbdrugiemucoTobieniemiłe” na debecie?

Święta to gorący czas, przepełniony najrozmaitszymi emocjami – począwszy na radosnych ekscytacjach a skończywszy na irytujących kwiatuszkach w gronie ludzi wszelkiej maści. No, nie tylko ten jeden raz do roku musicie być mili, a jeśli nie chcecie tacy być, to chociaż postarajcie się o dobry klej na maski na swoje licka.

Nie wiecie kto stoi obok Was. Nie wszyscy są głusi jak ja. Nie wszyscy są odważni, by wypomnieć, by stonować, by umiejętnie rozładować spartaczoną emocjami sytuację.

Tyle prujecie przez ten cały przedświąteczny czas, by zadowolić innych (prezenty, lepienie pierożków, itd) a zapominacie o ludziach, którzy nie należą do Waszego kręgu, a są nieustannie obok Was. Nie każdy te bożenarodzenie obchodzi, nie każdy kupuje karpie i ałtka dla kuzynków.

Bądźcie świadomi, nie traćcie czujności, zważajcie na swoje zachowania, reakcje i słowa. Nie wiecie jaki skutek to przyniesie, a wiecie, że takie rzeczy lubią wracać.

Chcecie czuć magię i klimat to też tę magię i klimat twórzcie, tak sami od siebie, w najduperelszych czynnościach.

I tego właśnie Wam życzę w tegorocznych Świętach. Spokoju i prawdziwej miłości.

Oraz przepięknego trwania w ‚tu i teraz’, gdziekolwiek jesteście, cokolwiek robicie.

 

Tulam <3