Kiedyś, gdzieś rzuciłam w eter pajęczej sieci takowe pytanie:

Jak odróżnić ADHD od zatrucia metalami ciężkimi i od sławnych dzieci indygo?

Ktoś mądry mi odpowiedział:

Niewiele to się różni.

Dobra, zaczynamy. Anetka uwielbia analizować i podważać swoją wiedzę.

 

W poprzedniej notce powiązałam swój niedobór witamin z grupy B z fazami odlotowymi w wyższe wymiary (serio?) Im większy niedobór tym większe schizy i depresje i nerwice i stany lękowe (wit B6) i odloty do innych światów. Te witaminki trzymają się w produktach odzwierzęcych – mięso, nabiał, jaja. Ja weganka od jakiegoś czasu, więc logiczne, że niedobór w końcu musiał zaistnieć. To tłumaczy dlaczego czasem mam przemożną ochotę na jajka. I jem je. Organiczne, oczywiście. 

 

No, ale.

 

W innej z kolei notce pisałam o wzroście świadomości Gai, że zwiększa się, że Gaja przechodzi na wyższy wymiar. I ludzie na niej razem z nią. Właśnie poprzez zmianę jedzenia i stylu życia. Masowo przechodzą na wegetarianizmy, weganizmy, witarianizmy i powietrzowizmy. Bo modne i zdrowe. Ale bardziej modne, „zdrowe” to tylko pretekst dla ego. 

 

Ja też chcę pokazać, że troszczę się o swoje zdrowie, patrzcie jakie mam fajne organiczne żarcie i suple.

albo

 

Patrzcie, jaka uduchowiona jestem, do Akaszy wchodzę i życie mi się zmienia, żyję pełną energią, rozsiewam energię i pozytywną obfitość, patrzcie na mnie, i na moje życie.”

 

i najlepsze/najgorsze reklamy tego wszystkie za słony hajs:

 

Za 7 tygodni będziesz tam gdzie chcesz, będziesz mieć wszystko czego zapragniesz, zapłać kilka tysięcy zielonych, popracuj nad swoimi intencjami lub kup u tej znanej celebrytki suple i orgonitowy materac a będziesz szczęśliwy i tryskał pozytywnym zdrowiem.

 

 

Miejcie to w dupie. Macie swoją drogę, idźcie nią. Patrzcie na swoje ciało, na swoje potrzeby a nie a cudze.

 

To, że ktoś jest wziętym witarianinem i wyleczył się ze swoich przewlekłych chorób to jeszcze wcale nie znaczy, że Ty też się wyleczysz i będziesz zdrowy, szczupły i ekstra uduchowiony i znał się na rasach kosmicznych i miał dostęp do dwunastego wymiaru. Skąd wiesz, że to akurat TEN prawdziwy wymiar? A nie Twoje wyobrażenie? Co z tego, że inni to samo widzą i odczuwają? Takie masowe wyobrażenie i ogłupianie?

 

Wiecie co to jest projekt Blue Beam? To takie ruchome obrazki, trójwymiarowe, hologramy, wyglądają jak żywe, dowolnej wielkości, koloru, kształtu, koło Ciebie, widzisz je własnymi oczyma, popularne w filmach sajensz fikszyn. Przeważnie na niebie puszczają te hologramki. Statki kosmiczne, dodatkowe gwiazdki, w niektórych miejscach świata pokażą Jezusa, Maryję lub inne smugi światła dające „wygląd” świetlistych istot pozaziemskich.

 

Wrócę do tego później.

 

Matrix (w tym rządy i farmacja naszego wymiaru) robi wszystko, byśmy byli posłusznymi owieczkami zagapionymi w manipulacyjne telewizory, grające na emocjach, decyzjach i poglądach.

Do internetów raczej ciężko się dorwać, ale tutaj też matrix macza tłuste paluszki poprzez propagowanie i wyróżnianie określonych celebrytów, którzy mają ziliony fanów i obserwujących na swoich social mediach. I poprzez ich proste, piękne, zdrowe słowa przyciągają ich do siebie, kuszą, zarabiają hajsy.

 

Jedz moje organiczne suple. Zrób, tak jak ja, swoje wnętrze na skandi-boho.”

 

Skupiając się na bezmyślnym kopiowaniu celebrytów (bo przecież skoro znany, podziwiany i tyle fajnych komentarzy i opinii, więc musi być dobry, musi być mądry i prawdziwie gadać, znać się na zdrowiu i dekoracji wnętrz), no skupiając się na bezmyślnym kopiowaniu celebrytów zapominamy o własnym ciele, o swoich upodobaniach tak naprawdę. Żyjemy cudzym ciałem, powierzchownymi reakcjami swojego ciała, a, że nam nie wychodzi jak u celebrytów to nie szkodzi, próbujemy dalej, kupujemy inne suple i superfoods, których rynek nigdy się nie skończy (czekam na jakieś superfoods z Antarktydy i stratosfery). 

 

Właśnie, powierzchownymi reakcjami. Bo jesz na oślep na przykład dużo magnezu, bo cukrzyca i kości bolą, i myślisz, że się wyleczysz. Pijesz dużo kwasu l-askorbinowego, unikasz glutenu i mięsa i laktozy. Codziennie jakieś odżywki szejkowe i medytacje i wahadełka i afirmacje o bogactwie & obfitościach i jogi i 25km biegania dziennie i słuchanie pozytywnych, dostrojonych kołczów.

 

I tyjesz. Lub marniejesz w oczach. I małż odchodzi. I dzieci się biją. 

 

A przecież miało być tak pięknie, bogato i szczęśliwie, jak u celebrytki. Hej, to już cel, a cel to oczekiwania. A jak masz oczekiwania to z góry jesteś skazany na porażkę. 

 

Przechodząc z dnia na dzień na modny i rzekomo zdrowy weganizm/witarianizm tylko z powodu duchowości, raka lub zarobków na social mediach możesz sobie poważnie zaszkodzić. 

 

Ja sama przechodzę na witarianizm od ponad roku. I jeszcze długo nie przejdę. I mam to gdzieś. I ani mnie to grzeje, ani ziębi czy w tym wcieleniu mi się uda. Jak się nie uda to nie będę płakać, jak się uda to też nie będę płakać. Ani gryźć paznokci z zazdrości, że inni tacy szczupli, piękni i „zdrowi”.

Serio?

 

Wiecie, że ja mam ponoć HCV (zapalenie wirusowe wątroby typu C). I mnie gorąco zapraszają na leczenie w klinice w Cambridge? Na które równie gorąco od lat odmawiam? Pół roku trucia swojego ciała lekami nieznanego pochodzenia, z nieznanymi skutkami ubocznymi w dłuższej perspektywie czasu. A klinika zakosi ponad 40 tysięcy funtów za moje leczenie. Ale Anetka nie taka w ciemię bita. Swego czasu zaczęła rozkminiać swoją wątrobę i reakcje ciała. Bo schudnąć nie może mimo tych wszystkich diet i „celebryckiego” stylu życia. Zrobiła mnóstwo prywatnych badań, w tym biorezonansy różnymi maszynami, i wychodzi na to, że to nie wirus odpowiada za niszczenie wątroby. Ale jakieś ustrojstwo na niej, pasożyt, paskudna przywra, motylica wątrobowa prawdopodobnie, albo kocia. Ciężka do wykrycia, bardzo ciężka. Tak samo jak wirus HCV jest „niewidzialny” objawowo, tak samo te ustrojstwo też się kryje i maskuje. Bo wiecie, że ten hacefał na biorezonansach siedzi bardzo, bardzo nisko i jest uśpiony? Nie to co na papierkach w klinice mi pokazują, że aż się zaprasza do leczenia.

 

Ale…

 

Dzięki unikaniu glutenu, cukru i laktozy, niemal codziennych zielonych szejkach, odtruwaniu się ze szpitalnej przeszłości, i różnych takich, wątroba z marskości i stłuszczenia przeszła na wygląd normalny. Ale stan zapalny wciąż siedzi, i wchłanianie też siedzi. Stąd niedobory. I brak prawidłowej przemiany trawiennej w wątrobie – bowiem niemal wszystko co zjem, wątroba albo przepuści, albo przemieni na oponkę brzuszną, albo zmieni na toksyczne papu dla ustrojstwa. I dalej to leci przez jelita, które mimo celebryckiego jedzenia i tak dalej są zanieczyszczane.

 

Nie, musowy witarianizm nie wyrzuci dołem tej przywry, nie ukatrupi. 

 

Matrix medyczny potrafi Ci wszystko wcisnąć, nawet nieistniejące choroby genetyczne, których jest w skali ziemskiej ledwie kilka marnych procent.

 

Moja głuchota to skutek zaawansowanej grzybicy po licznych antybiotykoterapiach w dzieciństwie. Cukrzyca to też grzybica. Wodogłowie to też grzybica – na bazie leków. Raki to też grzybice na bazie cukrów, tłuszczów trans, chemicznych dodatków w tych żarciach, wdychanych powietrzach. Autyzmy, alergie na wszystko i ADHD to są nowoczesne zaburzenia na tle neurologicznym, klasyczne zatrucia metalami ciężkimi wokół nas, coraz powszechniejszymi wokół nas.

 

Świadomość rośnie, matrix też rośnie. Nowy, lepszy rodzaj DNA pojawia się na Gai, matrix musi nadążyć, znaleźć piętę achillesową tego DNA, włamać się do tej świadomości. Poprzez programowanie, poprzez pszenice i rzepaki GMO, poprzez zaniżanie norm witaminowych, trucie rtęciami ryb w puszkach i łososi norweskich, falami wifi, mikrofalówkowymi, żarówkami led, wciskanie uzależniającego aspartamu, kukurydzianego nieglutenu i plastikowego ryżu w celiakii,  poprzez wieczne błędne koła niedoborów, chorób, które nigdy się nie kończą.

 

Byleby ludzie stali w miejscu, nie wzrastali. 

 

Byleby dzieci indygo nie wzrastały, nie pomagały, nie chroniły. Byleby dzieci kryształowe nie pokazywały jak wybaczać, jak kochać, jak żyć. Byleby dzieci tęczowe nie uczyły nas jak przestać brać na poważnie życie i stać się znowu dzieckiem.

 

I odnaleźć w sobie niebo.

 

Zamiast tego, poprzez manipulację na zdrowiu matrix wgrzebuje się, wślizguje się do serca i umysłu i stwarza iluzję pięknej duchowości. WŁASNEJ WERSJI DOBRA. 

 

Jesteś chory, brakuje Ci czegoś, narzekasz, porównujesz się, a to wyłom dla niego, szerokie pole do popisu – matrix odpowiednio do Twojego poziomu świadomości stwarza Ci w Twojej głowie unikalny „projekt blue beam”. 

I zaczynasz wierzyć w cuda, w bozie, w ufo, w dobre, świetliste energie. Bo przecież to „zobaczyłeś” na własne oczy.

 

Tylko dlatego, że brakuje Ci witaminy D3 lub masz za dużo aluminum/rtęci/mangnanu w środku.

 

Lub masz grupę krwi 0 i tak czy siak musisz jeść mięso a celebryci Ci wciskają modny weganizm.

 

Dzieci (i nie tylko) z autyzmem, ADHD lub licznymi alergiami to nic innego jak „gwiazdki” (nie mylić z rasami kosmicznymi, tu chodzi o aurę, kolor fal elektromagnetycznych, wibracji kwantowych, niewidzialnych ludzkim okiem), kolejny poziom odczuwania, z ulepszonym kwantowo DNA, z przepiękną, przekraczającą wszystko co możliwe, świadomością. 

 

Wystarczy je odtruć, wyleczyć i będą znowu zdrowo hasającymi po zielonej trawie promyczkami. 

 

Ale jak to na Gai bywa – tu mamy scenę, teatr, aktorami jesteśmy, doświadczamy, uczymy się swoich unikalnych ról. No, ale weźcie, nie podpatrujemy scenariuszy u innych, mamy świetnie zaprojektowane ciała, z własną pamięcią komórkową, z własną historią. Jasne, słuchajmy co inni aktorzy mają do powiedzenia, co głoszą, co prawią, jakie pawie piórką przywdziewają i jakie ciężkie od złota sakwy noszą, ale nic więcej. Bo może się okazać, że pawie piórka Ci nie będą pasować do Twego typu urody a wyjdziesz jeszcze komiczniej, a sakwy złota będą za ciężkie podczas wspinania się po górach, które tak kochasz. 

 

Skup się na swoim ciele. Nie bój się alternatywnej medycyny. Słuchaj swojego ciała a nie celebrytów. Zapoznaj się z rosyjskimi źródłami na temat zdrowia (Rosja będzie wkrótce krajem wolnym od GMO i zachodniej konsumpcji), ich statystyki nie są opłacane przez farm(acj)ę, ale wiarygodnie podtrzymywane od pokoleń. Nie patrz na „normy” wyników krwi z przychodni, niemal wszystkie są parokrotnie zaniżone.

 

Ale nie przerażaj się, nie rycz, jak Ci się nie uda, nie porównuj się, pamiętaj, że za każdą porażkę, łzy, żal, nerwy odpowiada ego. I brak odpowiednich witamin.

 

Twoja dusza jest szczęśliwa tam gdzie jesteś. 

 

I na zakończenie ciekawostka.

Wiecie, że te wszystkie obrazki, zdjęcia, fotografie niby Kosmosu wcale nie przedstawiają Kosmosu jakim on jest naprawdę? Na Ziemi mamy trójwymiarowe oczka, określony zasięg kolorów, daltoniści widzą otoczenie inaczej, inaczej widzi też pies i mucha. W podwodnych głębokościach określone kolory zanikają. Więc czemu na wysokościach też tak może nie być?

Galaktyka lub mgławica widziana „oczami” określonego teleskopu wygląda inaczej, wystarczy założyć filtr UV lub podczerwień lub postawić inny teleskop z innymi soczewkami i filtrami, a Kosmos nagle nabiera innej postaci, innych barw, innej głębi.

 

Skąd wiesz, że ten Kosmos z gwiazdami faktycznie istnieje? Może to tylko kopuła taka do iluś warstw atmosfery? A poza kopułą co jest? Teleskop Hubbla istnieje naprawdę? NASA ma potąd hajsu na fotoszopy. I akcje typu skoki ze spadochronu Felixa Baumgartnera lub Alana Eustace (soczewka „rybie oko” i mamy kulistą Ziemię, szach mat dla płaskoziemców). 

 

Nie bójcie się pytań. Nie bójcie się podważać tego, czego nie widzicie, nie dotkniecie, nie poczujecie. Zwłaszcza wtedy, kiedy czujecie, że coś nie halo, że Was nabierają, ściemniają. 

 

Jeśli macie w coś wierzyć to wierzcie w coś, co jest Wam znane, szukajcie swojej własnej, wyłącznej i antycelebryckiej prawdy. 

 

Jesteście gwiazdkami, słoneczkami, bardzo mądrymi promyczkami, tylko jeszcze o tym nie wiecie.

 

 

zdrowie indygo Anetka

pewnie za kilkadziesiąt lat będą palić te książki na stosach