Martwienie się to życzenie komuś źle. Nie lepiej utulić?

Dzisiejsza notka zainspirowana rozmową z jedną z moich ulubionych kumpelek w Polsce. Kumpelka się skarżyła na niemożność ruszenia z miejsca w swoim życiu. Ciągle tylko to samo, to samo, to samo od lat świetlnych. I nawet najszczersza odwaga ni majętny hajs nie pomogą jej nic a nic. Mimo, że jej problem to nie takie wielkie halo, ale taka zołza z tego problema, że się wala dosłownie wszędzie i zewsząd.

Czyli o co chodzi?

O martwienie się.

I to nie jej własne martwienie się, bo dziewczyna ma wiarę, spokojny optymizm i kobiecą zaradność. Jest śliczna, wdzięczna i bardzo naturalna. No, ale zawsze jest coś co podcina biedaczce nieustannie jej skrzydełka i każe siedzieć w klatce.

Ludzie dookoła niej. Polskie Janusze i Grażynki – mistrzowie w marudzeniu, narzekaniu, biadoleniu i załamywaniu rąk.

Kochani, nie macie żadnego pojęcia jak potężną moc mają Wasze KAŻDE wypowiedziane na głos słowa.

ŻADNEGO POJĘCIA.

Dla Was słowa to tylko słowa, nic nie znaczą, nie mają wartości, ceny, są tylko zwyczajnym środkiem przekazu informacji między sobą, ot, takie do zapomnienia.

Kłótnie? Ano, tu niby dać trzeba upust swoim emocjom, bo tłumić je to psycholożka Ci zakazała.

Bo się potem przecież przeprosi, przebaczy, utuli, pogłaszcze po główce, zrobi mokre oczka, kupi kwiatka. I będzie git. Wyrzuty sumienia się unieważnią.

Babcie osiedlowe są niezrównane w swoich chorobowych litaniach, nakręcają same sobie dosłownie wszystko co tylko wymarudzą.

Trzeba wiedzieć, że w Kosmosie nic nie ginie, żaden robaczek, żadne kichnięcie, żaden autoorgazm, żaden odruch, żadne słowo, nic. Wszystko jest zapisywane, zapamiętywane i ma ogromny wpływ na całą resztę we wszechświecie.

I wraca.

Bo życzenia przecież się spełniają 🙂

Babcie osiedlowe mają swoje ustrojstwa, bo głośno o nich biadolą i Kosmos po prostu realizuje ich słowa.

Oszczerstwa, pretensje, żale i gniewy też nie znikają ot tak sobie. Ich skutki przekładają się na Twoje zdrowie psychiczne i fizyczne, przekładają się na relacje w Twojej rodzinie, tak, tej dalszej też, i co najlepsze – przekładają się na wszystkie światy równoległe, w których Twoja Dusza ma zwyczaj bywać.

I odwrotnie – cokolwiek Twoja wersja Ciebie w tych wszystkich swiatach równoległych zrobi, robi, mówi, poczynia – ma wpływ na Twoje aktualne życie.

Ale o tym napiszę szerzej innym razem.

Wrócmy do załamywania rąk.

Kumpela wciąż słyszy właśnie takie narzekania koło siebie, od znajomych, od swojej rodziny, a najwięcej od swojej Mamy.

Rzucę przykład, który jej przytoczyłam w naszej rozmowie.

“Wyobraź sobie, słońce, jedziesz wieczornym pociągiem z Katowic do Krakowa, co nie? Sama. Masz plecak większy od Ciebie i wałówkę od Mamusi. Sama, taka śliczna, drobna brunetka z zielonymi oczami, no zwracasz uwagę, wiadomo. I teraz co? Ty się boisz tej podróży? Nie, bo jeździsz tą trasą, o tej samej godzinie, od czterech lat, na te studia, przyzwyczaiłaś się i masz już wyrobiony instynkt samozachowawczy, wiesz co i jak, prawda? Plecak ciężki? Nie problem, poprosisz chłopasia obok to Ci włoży na górę, oczka zrobisz, uśmiechniesz i już. Książkę poczytasz, pograsz w farmę czy cukierki czy coś i jazda pociągiem zleci. Wychodzisz, rozglądasz się za sobą, czy nic nie zostawiłaś i idziesz na busy, które zawiozą Cię na stancję, no, ale, że to busy nocne, zdarza się wszystko, siadasz z przodu, na widoczności kierowcy. Spóźnisz się, trudno, bierzesz taryfę i jedziesz. Tak jest od lat, prawda?

I teraz.

Wezmę Twoją Mamusię, która daje Ci każdorazowe ‚błogosławieństwo’ przed każdym powrotem na uczelnię.

  • ‚Boże, kochanie, a jak się spóźnisz na pociąg? Tylko nie wsiadaj do pustych przedziałów, bywa, że konduktora nie zobaczysz przez godzinę, a przez godzinę wszystko się może stać. No, ale jak Ty sobie poradzisz z tym ciężkim plecakiem? Kto Ci pomoże wejść z nim do pociągu? Wytaszczyć na półkę bagażową? A jak ten chłopaś, co Ci pomoże, to jakiś gwałciciel? Mówiłam, że konduktora możesz nie zobaczyć przez godzinę. I nie przyjmuj żadnych poczęstunków od tego chłopasia, tyle słychać o tych pigułkach gwałtu. Uważaj kochanie i weź taryfę, bo nocne busy to menele, żule i podejdzie taki i Cię rąbnie, Cię okradnie a wtedy jak sobie poradzisz? Nie poradzisz sobie, bo bez telefonu? Bez kasy? A jak będziesz stała na tym przystanku? Sama, ciemno? Ktoś podejdzie od tyłu i Cię zaatakuje chloroformem? I co wtedy? Jak ja Cię mam potem szukać? Może puść mi sygnała jak wysiądziesz z pociągu? I z busu? I wejdziesz do swojego pokoju? Bo Twoje mieszkanie, niedajboże, też mogą obrabować, mam nadzieję, że jest całe. Kochanie, uważaj, proszę, tylko Ciebie mam, nie możesz mi tego zrobić, moje stare serce tego nie zniesie, ja już stara, schorowana, nie rób stracha własnej matce…’

A Ty, moja droga, zaraz będziesz klasycznie oczami wywracać i stopować Mamę, żeby dała spokój, że już masz przecież 23 lata, dasz radę jak zawsze, że ludzie nie są tacy źli i pomagają, ŻEBY SIĘ NIE MARTWIŁA, itakdalejitakdalej, prawda?

Ale Ty i tak jesteś bezradna wobec jej troskliwego słowotoku, bo to Mama i jej prawo się martwić o Ciebie. Kochasz ją i takie tam, nie poradzisz.

No właśnie.

ŻEBY SIĘ NIE MARTWIŁA.

Wiesz do czego zmierzam?

To teraz słuchaj uważnie.

Martwienie się to życzenie komuś źle.

Okej, drugi raz, bo widzę, że opornie dociera.

 

MARTWIENIE SIĘ TO ŻYCZENIE KOMUŚ ŹLE.

 

No dobra, wracam do przykładu z pociągiem. Mama wymyśliła Ci same najgorsze scenariusze, nie? Gwałty, rabunki, napady na biednej córeńce. Myśli nie są tak daleko od słów, a słowa to już bliziuśko do czynów, więc:

 

wymyślać → tworzyć → przyciągąć

 

Mamusia, poprzez wymyślanie tych gwałtorabunków, wypowiadanie ich na głos BEZPOŚREDNIO Tobie, automatycznie przyciąga Ci te gwałtorabunki. Czyli jest bardzo duże ryzyko, że faktycznie mogą Cię zgwałcić i okraść.

A tego Mamusia już nie zniesie, prawda?”

 

Martwić się to życzyć komuś źle. Martwienie się jest negatywną energią, strachem. Matriks to kocha, kocha jak się boisz i robisz komuś źle, nawet nieświadomie. Matriks nie lubi wyjebanizmu i miłości.

W strachu nie ma miłości.

Strach to przeciwieństwo miłości.

Czyli – Mamusia nie kocha? Kocha, ale nie tak jak ma kochać, czysto, pełniej, bez strachu, tak jak Kosmos nas nauczył. Matki są już tak zaprogramowane, w instynkt macierzyński mają wbudowany strach o potomstwo. Niech ich wina. Tak tę Ziemię tutaj już urządzili. Niefajna sprawa.

Ale fajnie jest mieć świadomość tego co się mówi i komu się mówi. Fajnie jest mieć świadomość wagi wypowiadanych przez siebie słów i to, że słowa mają potężnie sprawczą moc. Na wszystkie możliwe wymiary i bez-czasy we wszelkich światach równoległych.

Mamusia kumpeli poprzez sianie negatywnej energii w postaci pozornie niewinnego martwienia się, po prostu jakby „osaczała” kumpelę, trzymała ją w miejscu, nie pozwalając jej ruszyć się z miejsca, iść do przodu, „czarowała” jej nieustanną bliskość koło siebie. Egoistyczne? Dla kogo chce tak naprawdę najlepiej? Dla siebie czy córuńci?

Nie jesteśmy takim marnym puchem i mrówkami, jak to nam wmawiają z tiwi, gazet i babć osiedlowych. My naprawdę jesteśmy czarodziejami i wróżkami własnego życia – sami sobie i innym wyczarowujemy codzienne życie.

 

“Zatem, moja kochana, porozmawiaj z Mamusią, powiedz jej o tym martwieniu się, może dotrze, może nie, nie masz na to wpływu. Nawet jeśli nie dotrze, Ty już będziesz wiedziała, Ty będziesz już silniejsza energetycznie i odporna na jej ‚czary’. Możesz też spróbować metody bajki, poprosić Mamę, by czarowała Ci na głos pozytywnie, przyciągała Ci dobre rzeczy, przecież chce dla Ciebie jak najlepiej, prawda? A jeśli dotrze, to super! między Wami nagle zrobi się bardziej ciepło.

I wtedy życie Ci się zacznie zmieniać. Na lepsze.”

 

Tulam ❤

 

IMG_7215

Niech Mamusie się troszczą o nas pozytywnie!

Reklamy

4 thoughts on “Martwienie się to życzenie komuś źle. Nie lepiej utulić?

  1. Martwienie się przedstawione w tekście rzeczywiście można odbierać jako życzenie komuś źle. Niemniej jednak jest to tylko jedna strona medalu – martwienie się może być również czynne, dla przykładu: wychodzę z koleżanką na wieczorne piwko, a narzeczony martwi się o mnie, więc przyjeżdża po mnie, bym sama po nocy nie wracała autobusem. I to jest, moim zdaniem, pozytywne martwienie się. Oprócz tego nie należy popadać ze skrajności w skrajność – to, że mamunia będzie życzyć powodzenia i miłej podróży, nie znaczy, że bohaterka opowieści nie natrafi na swej drodze na jakiegoś typa spod ciemnej gwiazdy. To, czego nam potrzeba, to racjonalność.

    Polubienie

  2. Moja znajoma ani przez chwilę nie martwiła sie o swojego męża , kiedy ten rano odjeżdżał do pracy. Pół godziny później już nie żył. Zginął w wypadku. Ufność, że wszystko będzie dobrze i pozytywne myślenie nie zawsze zapewnią nam pomyślność. Rzeczy dzieją się z jakichś powodów i spotykają nas różne sytuacje , niezależne od naszego myślenia. Ale niewątpliwie za dużo martwi się ten, kto martwi się na zapas. Lepiej spodziewać się dobrego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s