To pasje i marzenia nas wybierają a nie my je.

Wiecie, jak miałam dwadzieścia parę lat to byłam kompletnie zielona, taka tabula rasa, z wielkimi pytajnikami w głowie co ja chcę w życiu robić poza studiami, wolontariatami i brylowaniem w śmietankach towarzyskich. Bo inni mają jakieś hobby, fajnie malują, grzebią przy silnikach, chodzą po górach, ślęczą nad grafikami, biegają sprinty, grają na pianinie czy ćwiczą karate.

A ja?

Nic z takich rzeczy nie miałam, nie robiłam, nie ciągnęło mnie do niczego. Absolutnie do niczego. Poza ludźmi.

No, ale relacje międzyludzkie to jedno, a robić coś dla siebie to drugie.

Tylko jak tu znaleźć jakąś pasję, coś, w czym będę mogła się zatracić, znaleźć natchnienie, mobilizację? Coś, co da mi satysfakcję i jako tako spełnienie?

Będąc nastolatką coś tam malowałam, rysowałam, miałam jakieś predyspozycje manualne do rzeźbienia wyrafinowanej biżuterii, pogrywałam na instrumentach muzycznych, coś tam cykałam na aparatach fotograficznych, czytałam sporo, jeździłam na rowerze na długich trasach, na rolkach świrowałam, prowadziłam bloga o mentalności nastolatki, pojeździłam na motorach nieco. Ale to wszystko było takie płytkie, powierzchowne, jeszcze nie moje tak w pełni. Nie umiałam znaleźć cierpliwości do niczego, by się czymś zająć na dłużej. Wszystko to kusiło a zarazem odpychało – winne było ego plus wychowanie.

Masakrycznie leniwy słomiany ogień ze mnie był.

Studia? Heh? Stawiałam na fotografię w łódzkiej szkole filmowej, informatyka i farmacja też chodziły po głowie czy surdopedagogika na wschodzie Polski. Ze względów zdrowotnych wszystko odpadło i finalnie zostałam terapeutą vel pedagogiem specjalnym. Miałam swój cel i ukierunkowane dążenia, nieco kontrowersyjne jak na tamte czasy (no, psychoseksuologia niesłyszących skarbeńków, teraz się przyznaję). Odnajdowywałam się w pracy z trudnymi dziećmi z wadą słuchu. Ale mimo wszystko to był zawód, z sercem i powołaniem, ale wciąż zawód. To nie była pasja, w której mogłabym uciec od pracy, w której mogłabym odpocząć, odmóżdżyć się.

Ale… jakby tu to wszystko ładnie rozkminić:

kiedy siadłam pierwszy raz na motor i poczułam seksowny pomruk silnika – wiedziałam, że to jest TO.

Kiedy zaczęłam stukać palcami na klawiaturze na swojej pierwszej notce na blogu w 2003 roku – wiedziałam, że to jest MOJE.

Kiedy zrobiłam pierwszy portret w czarno-białej wersji komuś tam, poczułam znowu to uczucie – to jest TO i to jest MOJE.

Tylko uczucia te były wówczas ledwie wątłymi odczuciami, iskiereńkami, pączusiami nieznanych kwiatów, takimi lichymi nadziejami. Zawierały w sobie ogromną dozę niepewności oraz strachu. Nie, to jeszcze nie ten czas był. To się dopiero zaczynało.

Sprawiłam sobie sprzęt fotograficzny. Szybko przekonałam się, że faktycznie jestem dobra w czarno-białych ludziach, portretach, ich emocjach wychwyconych w kadrze. Patrząc na całokształt człowieka zza obiektywu wyczuwałam niesamowitą energię, taką niewidzialną, nieuchwytną nić. Kiedy ludzie patrzyli na moje zdjęcia nieraz widziałam zaskoczenie na ich twarzach. Nie, nie, że genialnie robię, tylko zostało uchwycone coś, z czego oni nie zdawali sobie wcześniej sprawy jak wyglądają w oczach innych. Zostało mi to do dziś. Aktualnie używam Zenita a zdjęcia ludzi robię coraz rzadziej i to też nie każdemu. Nie, że nie chce mi się. Po prostu… Ludzie się boją spojrzeć na siebie. A ja ten strach wyczuwam.

Niemniej – jeszcze wrócę do portretów, zwłaszcza w podróżach.

Wróciłam też do bloga, którego traktowałam jako pamiętnik, swoistą terapię na ówczesne doświadczenia. Z biegiem lat mój warsztat pisarski nabierał kształtu oraz rzeźby konkretnych zdań i tematów. Po 15 latach prowadzenia bloga chyba wreszcie się wyklarowałam w swoich celach.

Na tyle, by móc już pisać książki na boku.

Coś tam się jeszcze nawet cyknęło o dziennikarstwo reportażowe na ogólnokrajową skalę, ale to była jednorazowa burza, dość szybko ucichła. Ot, właściwy człowiek na właściwym miejscu. Się nie liczy.

Miałam mnóstwo marzeń, które siedziały głęboko schowane w sercu, a które nie miały jeszcze prawa wyjść na światło dzienne. Wiecie, zdrowie, nakazy, zakazy i wychowanie. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek je zrealizuję, patrzyłam realistycznie, oceniałam obiektywnie. Wmawiano, mi, że nie dam rady, nie podołam, że zdrowie ten tego tamtego. Wierzyłam w to, jak każde dziecko, nastolatka i młoda kobieta.

Ale Życie już nie pozwoliło, bym dalej wierzyła w te bzdury. Tak ładnie pokierowało moimi sytuacjami i zdarzeniami, że ja, podświadomie idąc za jego kuszącymi szeptami, brałam to co jest MOJE.

Kwestia czasu jak wydam swoje książki. Kwestia czasu jak sprawię sobie mechanicznego kochanka i ruszę z nim przed siebie. Ale wiem, że wszystko się jeszcze może zmienić.

Niektórzy od urodzenia wiedzą, co chcą robić w swoim życiu. Mają ku temu predyspozycje, talenty, warunki. I robią to. Spełniają się. Kochają to.

Niektórzy, podobnie jak ja swego czasu, błądzą i zarazem czekają na swój czas, na dogodne sytuacje. Czekają na zmiany, w wyniku których zweryfikują swoje poglądy na życie i poświęcą się temu, co kochają najbardziej.

Tak naprawdę to nie my wybieramy nasze marzenia i pasje. To one nas wybierają.

Mając konkretne cele uczymy się mobilizacji, konsekwencji, hartu, rośnie w nas siła ducha i pewność, że to, co robimy w jakimś stopniu służy i nam i innym. A to daje niezłego kopa, prawda?

Nie musimy zarabiać hajsu na tym. Nie dostajesz wynagrodzenia za wychowanie swojej piątki pociech. Nie dostajesz wynagrodzenia za bycie lekarzem na misji w Somalii. Nie dostajesz wynagrodzenia za posprzątanie schroniska dla dzikich zwierząt.

Pasja to coś, co robimy z miłością. Cokolwiek to może być. I tę formę miłości obdarowujemy światu. Dzielimy się nią, motywujemy, zachęcamy. Nigdy nie wiemy kogo zainspirujemy, czyje życie zmienimy. Nigdy nie wiemy co jeszce w nas samych zostało do odkrycia i poznania. Nie wiemy czego się jeszcze sami nauczymy.

Nasze marzenia, pasje i cele są swoistą drogą życiową, są naszymi wyznacznikami, którymi winniśmy podążać. Idąc tą drogą – rozwijamy siebie, uczymy się pokory, uczymy się być szczęśliwym, oddychać pełną piersią, nabywamy doświadczenia, próbujemy, upadamy dwanaście razy i podnosimy się trzynasty raz.

Marzenia uczą nas przede wszystkim NIE PODDAWAĆ SIĘ, walczyć do końca. 

One mogą zmieniać się z upływem czasu, tak samo, jak my sami i nasze potrzeby się zmieniają, jak również okoliczności wokół nas.

I proszę Was, błagam Was – NIGDY, ale to przenigdy NIE KOPIUJCIE cudzych celów i marzeń, jeśli nie macie ku temu totalnie żadnych predyspozycji ani warunków. Istnieje cieniusieńka granica pomiędzy inspiracją a kopią. Oraz chorobliwą ambicją przemieszaną z zazdrością. I po co się szarpać tym bezsensownie, no po co? Czyjaś droga życiowa nie jest Waszą drogą, pamiętajcie o tym.

Nie przejmujcie się, jeśli coś nie przychodzi łatwo w danej chwili. Nauczcie się wyczuwać pewne momenty, kiedy trzeba dalej walczyć a kiedy zwyczajnie odpuścić. Przystańcie na chwilę, obejrzyjcie się za siebie, rozglądnijcie się wokół siebie i pomyślcie – “I co dalej?”

Wierzcie mi, jeszcze wrócicie do tego co wcześniej zostawiliście. Po prostu nie ten czas, nie te miejsce, albo Wy sami jeszcze nie jesteście gotowi.

Bo do marzeń i pasji też trzeba dojrzeć.

To, co dajemy i pokazujemy światu to olbrzymia cząstka nas samych.

PASJA to nasza pozytywna energia, nasza ciężka praca, nasze serce, nasza radość, NASZA WOLNOŚĆ,

nasz kawałek życia, którego NIKT nam nie zwróci.

Zatem posłuchajcie swojego serca i stańcie się pasjonatami z krwi i z kości w swoim życiu. W końcu macie je tylko jedno.

* Notka zadedykowana K. Samborskiemu z ADVFactory oraz chłopakom z  PasjonaciClothing. Dziękuję za bycie we właściwym czasie!

15722671_1173948662653537_1290288537_n

Reklamy

One thought on “To pasje i marzenia nas wybierają a nie my je.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s