Trudny dinozaur kocha najbardziej – seks, związki i strach

Dobra, akurat w tym temacie sporo leciało u mnie ostatnimi czasy. Zwłaszcza na urlopie niedawno, kiedy spotkałam się z paroma osobami o totalnie różnych perspektywach. Kawka, masala i sanondebicz skutecznie rozwiązywały nasze języki. I „ciała”.

Słownictwo nieocenzurowane.

Cała magia zaczyna się od flirtu, spojrzeń w oczy, romantyzmu ze świecami w ogóle. Ale może też zaczynać się od pożądliwej chemii, wysokich wibracji w powietrzu, bo mokro robi się w stringach i ciało gna po swoje. Typowe ewolucyjne gody. Umysł się poddaje, wiadomo, chcemy spróbować, a nuż się orgazm jakiś trafi, oraz naiwna, wszechpotężna wiara, że to może TEN JEDYNY/TA JEDYNA i nie będzie czego żałować. Dziewięć miesięcy później też nie.

Pisałam o uwodzeniu wcześniej, tłumaczyłam dlaczego uwodzimy, i dlaczego nie każdy potrafi to robić:

“Uwodzenie ma w sobie element strachu. Ludzie zazwyczaj lubią się przywiązywać do innych ludzi, do miejsc im bliskich, lubią się uzależniać. i właśnie uwodzą, by zapewnić sobie pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa (nawiązanie relacji, tudzież utrzymanie tej relacji, własna atrakcyjność i poczucie wartości siebie). Niektórzy nie czują się bezpiecznie, jeśli nie dostaną tego czego chcą, żyją w strachu, że czegoś mogą nie dostać. Ludzie, którzy żyją w zgodzie ze sobą, nie obawiają się przyszłości, mają ufność w innych ludzi – nie uwodzą by coś dostać dla siebie, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia.” (Uwodzenie to strach?)

Również te seksualne.

Energia seksualna jest bardzo silna, dużo silniejsza niż ta, z którą mamy do czynienia na codzień w związku. Akt miłosny to nie przytulenie od tyłu dziewczyny i pocałowanie jej głowy, to nie leżenie naprzeciw siebie i słodzenie sobie w oczy, to nie jest robienie wspólnych rzeczy w jednakowej euforii. Akt miłosny jest ściśle związany z naszym umysłem. Kochając się z kimś, kochasz jego całego, cały Wasz związek, przeszłość, wady, humory, emocje, blizny na ciele, kłótnie, no wszystko. Seks bez tego dodatku jest okrutnie pusty, zwierzęcy, pozostawia w duszy straszliwy krajobraz nędzy i rozpaczy. Popularny bardzo jest tzw. seks bez zobowiązań – baraszkujemy z kimś, kogo lubimy, kto nas fizycznie pociąga, kogo w miarę dobrze znamy i ufamy.

Ale nie kochamy.

Nawet i ten maleńki elemencik jest w stanie zmienić jakość całego seksu w relacji. Umysł, kochani, umysł. Niby nie pracuje podczas podniebnych lotów, ale jednak. Bo zawsze gdzieś tam w dalekim tle świadomości będzie strach i niepewność, czy dobrze robimy. Czy nie obudzimy się nazajutrz z kacem moralnym, uczuciem wykorzystania i poniżenia się. Bo facet chciał se porżnąć tak naprawdę. Tylko te porżnięcie kosztowały go kilka kolacyj przy świecach i parę czułych słówek na Twoje fochy. Stracił niewiele w sumie.

Za to Ty SPORO.

Nigdy nie śpij z kimś, na kogo nie masz ochoty. Miej szacunek do swojego ciała. Sama wiesz, ile wytrzymało, na ile go stać, wiesz, że ma swoje limity, choróbska, ustrojstwa kosmicznego pochodzenia. Sama wiesz, ile dla niego robisz, jak ciężko pracujesz nad nim i jak bardzo o niego dbasz stosując głodówki każdego piątku. Sama wiesz, jak bardzo jest związane z Twoim umysłem i sercem, doskonale zdajesz sobie sprawę, że wszystko jest ze sobą fajnie zsynchronizowane i połączone.

Zasada jest prosta –

jeśli żyjesz to żyj na sto procent, jeśli kochasz to kochaj na sto procent.

Seks bez miłości to nie jest sto procent, w zależności od naszego nastroju to może być nawet i marny jeden procent. Jeśli bzykasz się z kimś, by podbić swój licznik ego to bardziej niż oczywiste, że prędzej czy później wpadniesz w jakąś zmutowaną depresję i zaczniesz szukać czegoś głębszego. Jeśli ruchasz się z kimś, by zatuszować swoje “małe” kompleksy czy ukryć swoją samotność – też. To wcale nie pomaga, a wręcz jeszcze bardziej dobija.

Ciała się dostrajają same, po swojemu, w swoim tempie. W miarę jak poznajecie się bliżej, rośnie zaufanie, narasta między Wami intymność, bliskość. Ciało to czuje, czuje bezpieczeństwo. I z czasem, całkiem naturalnie, samo będzie chciało więcej i więcej. Samoistnie pojawi się pobudzające napięcie, elektryczność przy dotyku. A przy kolejnych czułościach partnera, z biegiem miesięcy, lat, ciało będzie się do tych czułości dostrajało automatycznie. A wtedy nawet ostre rżnięcie przy blacie kuchennym będzie przyjemne, bez wyrzutów sumienia w każdej postaci.

Bo właśnie, dajmy na to, że jesteś grubo po 40-stce i poznałeś niewiele młodszą kobietę swego życia. Wiesz, że założysz jej pierścionek. Ale… ciekawy jesteś ilu miała partnerów seksualnych przed Tobą, no bo wiesz, w tym względzie to czuły punkt zawsze się znajdzie. Ona odpowie, że tylko jednego. A Ty? Co poczujesz, kiedy jej odpowiesz, że nie wiesz, bo nie liczyłeś? Że było ich więcej niż kilkadziesiąt? Że ona taka wierna i twarda i wstrzemięźliwa, a Ty ruchałeś wszystko cokolwiek się rusza? Wiesz, że robiłeś źle, wiesz, że żałowałeś każdego wyskoku, ale seks z niezłą doopencją był silniejszy. Myślisz se:

“Jestem jej wart?

Nie schrzanię tego?

Co ona pomyśli na takie ruchadło jak ja?

Czy mi zaufa w tej kwestii?”

Sam sobie odpowiedz.

Wspólnie z dobrą kumpelą zauważamy od jakiegoś czasu pewną prawidłowość wśród związków i singli. Nasi wspólni znajomi biorą śluby, robią dzieci, domy na kredyty, no żyją bardzo klasycznie. Inni znajomi z kolei wciąż są sami. No jak tak?

Dajmy na to, klasyk, jakich wiele u mnie i podobnych mnie singli, których znam od lat.

Poznajesz kogoś, rany, coś w powietrzu wisi, masa wspólnych zainteresowań i to fajne uczucie, że ktoś Tobą zainteresowany. Spotykacie się drugi raz, siódmy raz. Seksicie się. Albo i nie, czekacie z tym do ślubu. Znacie siebie tylko powierzchownie, same zalety, ochy i achy, wiemy, standardowa faza zauroczenia. Jest idealnie, tęczowo, normalnie jak w bajkach disneja. A potem nagle coś się łamie w relacji – poważna choroba, wściekłość, kłótnia, jakiś żal, inne podejście do pewnych spraw, wybierz co chcesz. Pojawia się zadra w idealnym świecie. Pojawiają się oczekiwania, które zabijają wszystko. Nie, to nie tak miało być. Robi się wielki krok w tył, zmienia się swoje zachowania na chłodne, zdynstansowane, co poniektórzy idą dalej i byle fochem zasłaniają się utratą zaufania.

Kończy się wszystko.

I dobrze, bo zazwyczaj pierwsza kończy osoba słabsza, która miała zbyt wysokie oczekiwania wobec partnera. I, która zaufanie w każdej relacji bierze za gładką kartkę papieru.

Ale dla ludzi, którzy są sobą, którzy umieją rozmawiać, rozmawiać, dawać szanse i jeszcze raz poznawać, zaufanie ma zupełnie inny wymiar:

“Nie wierzę w zaufanie, które ludzie sobie wymyślili jako czystą, nieskazitelną, sztywną i białą kartkę papieru. Dla mnie zaufanie to cały człowiek, cała relacja z nim. Ta relacja to kartka milion razy wygnieciona, poplamiona, obrysowana, rzucana bilion razy w kąt, ale wciąż to cała kartka. Znasz jej każde wygniecenie, każdy zakamarek między nimi i dlatego nie zmienisz jej na żaden nowy, nieznany arkusz A4. Bo ona jest taka intymna, taka swoja, tylko Wasza.” (Bo każdą relację trzeba zgnieść, stłamsić i wymiętolić.)

Moja kumpela jeszcze się poskarżyła, ja też to zresztą nieraz słyszałam:

“Wszyscy mi mówią, że wymagam za dużo od facetów.”

Nie chodzi tu, gwiazdki moje, o wymagania, ale tylko i wyłącznie o bycie sobą. Przecież nie będziesz się zmieniać dla kogoś, nie będziesz robić czegoś wbrew sobie, tylko dlatego, by być z kimś. Silna osoba nie pozwoli się tak poniżyć. Im więcej przeszłaś, im więcej doświadczyłaś w swoim życiu, im więcej lekcji się nauczyłaś tym bardziej siebie szanujesz i wiesz, że nie zmarnujesz swojego życia na powtarzanie kolejnych błędów. Nie zdradzisz siebie.

Większość lubi sobie wybierać za partnerów istoty nieskomplikowane – zdrowe, z płaskim brzuchem, płodne, pijące, komunikatywne, normalne takie jakieś. Outsajderzy są trudni, trzeba się nad nimi napracować, namęczyć, naspierać się, a tego już nam się straszliwie nie chce.

Ale cena za to? Jaka?

Dinozaury nie kochają na kilkanaście procent. Nie rozdrabniają się na ileśtam procent przyjaźni i ileśtam procent seksu. Wokół tyle porno, sztuczności i pseudolojalności – gdzie tu miejsce na staroświeckie wartości? Dinozaury zazwyczaj są ludźmi trudnymi w bliższym obcowaniu, ciężko im zaufać innym, uwierzyć w ludzkość, raz po raz sprawdzają granice i szczerość drugich. Jednak są coraz częściej spotykane. Znamy ich, lubimy ich, ale nie wiążemy się z nimi tak łatwo, nie seksimy się na pierwszej schadzce w krzakach. Cierpliwie czekamy, aż się sami odnajdziemy i sami się dopasujemy.

Ale niektórzy czekają i czekają…

“Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
Niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da.” (Perfect, „Niepokonani”)

Czy żałują? Czy gdybają?

Wątpię. Własna moralność jest zbyt silna.

p6140079

Reklamy

One thought on “Trudny dinozaur kocha najbardziej – seks, związki i strach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s