Niechcemisięwizm to nie jest marnotrawstwo życia.

Niedziela wczoraj była. Dla większości wolny dzień. Święty dzień. Trzeba odpocząć trochę. Bo tak przykazał Pan Bozia. I jakiś urzędnik w trosce o dobro masowych mrówek z hut na całym świecie. Za wyjątkiem Korei Północnej. I Afryki. I bilionerów z jachtami na Marsie.

Zyliardowe hurtownie osobników suną w ten dzień do kościołów religijnych i komercyjnych. Ludzie nadrabiają zaległości bycia przykładnym małżonkiem, rodzicem i przyjacielem przy pokościelnym grillu.

A, byłabym zapomniała. Sobota dzień wcześniej. Masowe trzepania dywanów i zakupy na kilka wózków sklepowych w Lidlu. Wieczorem to z językiem na buzi lecisz do kina z przyjaciółkami. Albo szukasz klucza do drzwi, bo zamknęłaś swoje słoneczko w jego pokoju, miał bajzel i nie szło wejść.

Ci, co tyrają od poniedziałku do piątku mają praktycznie tylko te dwa dni wolnego, by coś zrobić ze swoim życiem. Ogarnąć jakoś swoją osobistą wieżę Babel. Wyciszyć się, wziąć oddech, odmóżdżyć się. No, ale się nie da. Zawsze coś do roboty się znajdzie, to, tamto i śramto. Rachunki, mycie okien, wlanie oleju do auta, prasowanie, kawka/piwko z kumplem z przedszkola, teściowa na telefonie, wyjazd z pociechami do akłwaparku. Czasem po prostu nie da się myśleć o sobie. Życie goni, zawsze coś ważniejszego od siebie się znajdzie.

A jak już znajdzie tę długo wyczekiwaną i utęsknioną chwilę, kiedy w końcu znajdzie się w ciszy, walnie się na sofę, weźmie parę oddechów to nagle…

Przerażenie.

“ALE JA MARNUJĘ CZAS!!!”

I hejże do szorowania fug w łazience!

No i po co?

A potem się dziwisz, że nerwica i zawały i rozwody. Lub 50tka na karku a Ty wciąż bez panny. Harować tyle było?

Wspomniałam kiedyś o cechach polskiego starszego pokolenia, które mają kolosalny wpływ na stan zdrowia – fizyczny i psychiczny:

Polscy emeryci – żywi „Żołnierze Wyklęci”

Młodsze pokolenie też nie ma lepiej. Pozornie bezpiecznie, nie leje się krew wszędzie, nie trzeba żebrać o kajzerki, są dachy nad głową okupione kredytami, zdrowie można kupić za grube pieniądze, postępująca technologia niby życie ułatwia, ale i tak wciąż nie mamy czasu na nic.

Wszędzie, gdzie chodzi o pieniądze, bierze się z pieniędzy, robi się dla pieniędzy, wszędzie tam chodzi o celowy brak czasu.

Brak czasu na wszystko i dla wszystkich oznacza brak czasu na własne myślenie.

Brak czasu na własne myślenie oznacza zahamowany samorozwój.

Zahamowany samorozwój oznacza niezdolność do jakiejkolwiek zmiany w sobie i wokół siebie.

Niezdolność do zmiany i stagnacja życiowa to posłuszeństwo wobec norm społecznych, wobec rządów.

W skrócie – jesteś po prostu za słaby by zrobić jakąkolwiek rewolucję. Za słaby by zmienić przyszłość w myśl:

“By moim dzieciom żyło się lepiej”.

Państwo przecież o to zadba.

Na Twoich rękach nie ma tynku z budowy domu, nie masz brudnych rąk upapranych ziemią po sadzeniu drzew, w życiu nie trzymałeś łopaty i nie zerwiesz robaczywych śliwek z drzewa.

Zapłacisz innym. Nie wiesz jak to się robi. Nie masz czasu przecież by się tego dowiedzieć.

Bo masz kredyty, które trzeba spłacić pracując 60 godzin tygodniowo, bo masz ogłupiający internet z kotkami, bo masz tenisa 4 razy w tygodniu, bo synalazek się rozchorował i trza na arcydrogie leki, bo właśnie córka Twojego szóstego brata się ochrzciła i trza coś do koperty, bo trzeba znaleźć coś w Grecji dla rodziny na wakacje za dwa lata, bo trzeba naprawić wtyczkę w łazience i trza zadzwonić po elektryka. Tyle spraw, tyle szumu, tyle chaosu w Twojej głowie.

Umieramy dużo wcześniej, zresztą już umarliśmy zanim nas położono do trumny. Otumaniony stresem i natłokiem współczesnych informacji nasz mózg staje się zombie już za dziecięcych lat. Norma społeczna skutecznie pierze w Ace nasze odruchy, potrzeby i emocje.

Twierdzisz, że nic się nie da zrobić? Bo takie czasy mamy? I trzeba za nimi nadążać, bo tego świat wymaga? Bo co ludzie powiedzą?

A gdzie w tym wszystkim TY?

Emocje, nicnierobienie, pasja życia, radość, smakowanie chwili, słuchanie drugiej osoby, milczenie koło siebie, gapienie się na chmury/fale, karmienie łabędzi, pisanie wierszy, słuchanie Brahmsa, na to wszystko nie ma już miejsca w dzisiejszych czasach. Przynajmniej realnie. Bo mimo wszystko, ci bardziej świadomi ciągle nawołują do zmiany, walczą o te wartości, usilnie chowają je w sobie i dbają by one miały jak najdłuższą rację bytu. Ale wciąż to za mało.

Nieczęsto słyszymy:

“Nudzę się.” – w sobotę rano oznajmia siedmiolatek, który ma codziennie jakieś zajęcia pozaszkolne i nagle nie ma się czym zająć. “Pobaw się sam.” odpowiadamy mu. Nie umie, bo nikt nie nauczył go organizować sobie samemu czasu, nie uświadomił mu jego potrzeb i chęci odkrywania. Inni mu pokażą życie. Gotowe na tacy.

“Nie chce mi się.” – stwierdza pracownik imadeł i młotów w niedzielę w południe, kiedy trzeba wyjść z dziećmi i dwoma psami na spacer. Bo schabowe trzeba usmażyć a dzieciarniopsiarnia pałęta się pod nogami.

“Daj mi dzisiaj spokój.” – naburmusza się Babcia, która cały tydzień “opiekuje się” Twoimi paroletnimi pociechami, chciałabyś jej się wyżalić z problemem prostaty męża a ona takie coś.

“Co jest w telewizji?” – pyta nastoletnia córa, która właśnie wróciła z miasta, gdzie studiuje. No ej, chcesz pogadać z nią co u niej i w ogóle. Telewizja ponad rodzinę. Spoko. Przykro Ci, co nie?

Czas, kochani, czas. Znajdźcie go gdzieś. Przypomnijcie sobie asertywność, zwróćcie uwagę na swoje marudzenia, ogarnijcie się, wyluzujcie, wywalcie telewizor przez okno, no dobra, chociaż go wyłączcie, zmieńcie hasło do domowego wifi, odkurzcie grę Monopol czy tam Rummikub, zagrajcie razem w “Dupę Biskupa”, wyjdź Ty na spacer z psem za miasto, chociażby to było 24 kilometry, rusz na jakąś górkę czy jeziorko a potem do makdonalda na megaburgera, jedź bez celu przed siebie mając tylko kartę kredytową, zostaw gary w zlewie, ściągnij cyckonosz i zatańcz w rytm legendarnej lambady, zrób z nastoletnimi córkami torta orzechowego i go zjedzcie razem, wyłącz telefon i napisz list do siebie w wieku 18 lat i go spal, opatul się babcinym swetrem i włącz se onlajn kabarety z Opola ‘80, rycząc ze śmiechu na całego, rzuć wszystko i jedź w Bieszczady. Tak po prostu.

Nauczcie się słuchać, rozmawiać, zauważać. To fajny rodzaj szacunku do drugiego. Nie obrażajcie się, jak ktoś Wam powie, że zajęty weekend ma, że odmówi czegoś, że chce pobyć sam. To bardzo naturalne, a wręcz potrzebne!

Nie, nie marnujecie czasu. Nic, co jest robione dla Was samych nie jest absolutnie marnowane. Nie wolno mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Ciało potrzebuje odpoczynku, regeneracji, po to mamy burżuazyjne spa, wanny z solą epsom, sofy, łąkę, plażę, hamaki. O to jest akurat łatwo. Ale jeszcze bardziej tego odpoczynku potrzebuje nasz umysł. Zrobić totalny reset raz na jakiś czas to już trochę ciężkawa robota. Nie idzie to zrobić w dobie stresu, hajsu i internetów z kotkami.

Ale da się.

Jeśli Wam naprawdę zależy na dobrych relacjach ze skarbeńkami, szefami z huty, małżem, jeśli Wam naprawdę zależy na własnym zdrowiu to przekonacie się, że wszystko się jednak da. Wiesz przecież, że nie jesteś mrówką czy krową do społecznego uboju i udoju. Nie jesteś pokornym zombie, jesteś odważnym człowiekiem, masz swoje potrzeby, zachcianki. Posiadasz tylko uśpioną intuicję i zablokowane odruchy, które uniemożliwiają ekspresję Twoich naturalnych emocji.

Nie Twoja wina zresztą.

W sumie nie wiem.

Może i Twoja.

Boję się normalnych ludzi.

Nie śmieją się naturalnie. Nie czują prawdziwie. Nie ŻYJĄ.

Chcesz być taki jak oni? Chcesz, bym się Ciebie bała?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s