Chcesz żyć bardziej i więcej? Rzuć wszystko i zostań podróżnikiem w życiu.

“Gratuluję odwagi, sam bym nigdy tego nie zrobił”, “Nie mam teraz tyle pieniędzy, odkładam na 70’ plazmę”, “Nie znam afrykańskiego, zresztą nie lubię Murzynów”, “Przecież tam wojny, zamachy i gwałcą i wieszają publicznie”.

No i?

Akurat jestem odważna, akurat jestem bogata, akurat znam afrykański (cokolwiek to znaczy), akurat tam wojny, zamachy i to akurat mnie zgwałcą i powieszą na placu.

Więc czemu podróżujesz?”

Ludzi dzielimy na trzy typy – turystów, podróżników i “próżniowych”.

To, kto jakie ma podejście do swojego życia, ściśle przekłada się na jego własne postrzeganie świata, do świata i względem świata.

Turyści – olinkluziw, selfie z przyhotelowych basenów, wycieczki na pamukkale, luwry, bigbeny, starbaksy w Nowym Jorku, penthałsy w Abu Zabi czy wielbłądy pod piramidami. Ekstremalni turyści to może zaliczą Machu Picchu czy Madagaskar, ewentualnie skoczą na bandżi w Pokharze. Wszystko zapłacone z góry. Lub na miejscu. Klimatyzacja gratis.

Podróżnicy – plecak, trochę majątku na kartach, obłęd w oczach, celu przeważnie tacy nie miewają, bo podróż sama w sobie jest celem, nastawienie “zabiją to zabiją, przynajmniej umrę w pięknym miejscu”, czasem egoiści, bo nie myślą o tych, których zostawili w swoich ojczyznach, często wędrują “nie wiadomo po co”. Wychodzą z domu jak stoją. I idą. I wracają jak im się znudzi. Lub nie. Bo żenią się z Peruwiankami.

“Próżniowi” – zawieszeni między niebem a piekłem, z tym, że niebo to dla nich niespełnione marzenia, nieustanna chęć odkrywania, pogoń za nieznanym, za przygodą, no chciałoby się a nie może, natomiast piekło to codzienne pieluszki, koszenie trawnika, praca w hucie, tradycje z silnymi więzami rodzinnymi. Zazdroszczą i turystom i podróżnikom. Nie zmieniają swojego stanu rzeczy. Przynajmniej jakieś 80%. Pozostałe 20% rzuca wszystko jak leci i rusza w świat, zmienia się w turysto-podróżników. Przeważnie całymi rodzinami. Zostawimy ich w spokoju, nie ma co tu rozkminiać.

I teraz. Przejdę do sedna.

Turyści boją się ludzi innych niż oni sami. Boją się rozmawiać z głuchymi neandertalczykami (tak, ze mną). Nie ufają Arabom, Murzynom, Syryjczykom. Nie mają poczucia własnej wartości. W sekundę wcisną biednemu, umorusanemu dziecku zabawkę z Europy i poczucie winy znika. Mają swoją listę do zaptaszkowania “Mam” oraz “Była/em tu”. Płacą biliony za bezpieczeństwo we własnym domu oraz w hotelu 5* na Majorce. Ulepią innym pierogi, ale nie nauczą jak się lepi. Nie pojadą do krajów, w których porywają i grożą zamachami. Bo to oczywiste, że właśnie ich porwą. I zgwałcą gratis. Na lotnisku w Paryżu na pewno. Tacy Ci powiedzą uprzejmie, żebyś sama nie siedziała na zewnątrz, bo Cię zaatakują (a ja siedząc sama na tym zewnątrzu widziałam same uśmiechy, powitania i pokłony.)

Podróżnicy ufają zbyt mocno a jednocześnie nie ufają. Dogadają się z każdym, bez względu na rasę, typ osobowości, ilość nóg i czasoprzestrzeń. Są z reguły otwarci, wielkoduszni, ale różne schizy też nie są u nich obce. Wejdą do każdego domu i w zamian za pomoc w sianokosach dostaną spanie w stodole. I arbuza na śniadanie. Albo nauczą się wałkować perfekcyjnie cieniuśkie ciasto. Nie boją się prosić o pomoc. Pomagają, bo nie, że to modne, ale, że to oczywiste. Widzą w ludziach ludzi. Nie szkodzi, że auto 5 osobowe, 9 osób wejdzie z autostopa? Wejdzie! No to jedziemy. Iran? Ale tam bezpieczniej niż w Europie, no, ale czego się bać? No czego? W Maroku też ścinają głowy, ale elo, tam też żyją zwykli ludzie. Berberowie się nazywają, wiecie? Mega przyjazny lud! I maile nawet pisze!

No, ale jak się to ma do codziennego życia?

Tak samo. Turyści narzekają na wszystko. Są zmęczeni psychicznie i fizycznie. Są uprzejmi, bo wypada być uprzejmym. Wierzą telewizji i plotkom z pracy. Boją się siebie, boją się obcych, nie ufają nawet swoim ciociom i kuzynkom. Wygodni. Wystarczają im zwykłe, przyziemne rzeczy, zwykła, pospolita wiedza. Nie chcą i nie pragną czegoś więcej, niż to co aktualnie mają i czują i wiedzą. Mają olbrzymie problemy z wyrażaniem swoich uczuć i emocji. Bardzo łatwo zmieniają poglądy, wnioski, uwagi. Mają masę pseudoprzyjaciół. Rzadko są to relacje trwałe. Nie odkrywają, nie analizują, nie są ciekawi. Są turystami we własnym życiu.

Podróżnicy nigdy nie mają dosyć życia, otoczenia i ludzi, chcą więcej, więcej i więcej. Poprzez odkrywanie innych kultur, innych zwyczajów, poznawanie podobnych sobie wariatów na zadupiach globu, jednocześnie eksplorują siebie. Nawet jeśli mają własne rodziny to tym bardziej wzrasta ich empatia i ochota do życia. Nierzadko posiadają doskonałą intuicję, która pcha ich tam gdzie mają się znaleźć. Nawiązują kontakty do grobowej deski, przypadkowo poznanych ludzi pamiętają przez lata. Biorą to co daje im Los. Spontan, przygoda, bezinteresowność i frajda to ich codzienny chleb.

Turyści podróżują dla siebie. Robią zdjęcia swoich nóg z przepięknych, bezpiecznych plaż. Nie zostawiają śladów po sobie. Gdziekolwiek pojadą – chyba nikt ich nie zapamięta. Szara masa turystycznych mrówek. Jak umrzą to kto ich będzie wspominał?

Podróżnicy podróżują dla innych. Bo nie chodzi o to, by ulepić pierogi czy wcisnąć zabawkę na szybkości, trzeba jeszcze się zainteresować (dzieci na letnim koczowisku w Rang-Kul mają masę świetnych zabaw), zagadać (wiedziałeś, że dziadek Portugal, który Cię zaczepił, bo nie radziłaś sobie z kupnem ciastka w kawiarni w Lagos, ma zaledwie 48 lat?), pomóc (no, ale ten Kirgiz wie, że te dwa kubły wody można nosić poprzez długi kij na barkach, ale on woli taaaak…).

Taki jeden Arkady objeżdża właśnie całą Centralną Azję swoim zielonym maluchem. Miałam okazję widzieć w niejednym miejscu jakie te autko miało wzięcie wśród lokalnej społeczności. Cacko za 10 tysięcy dolarów, z tylnym mikrosilnikiem będzie na tamtejszych językach jeszcze długo.

Trzeba zostawić jakieś wspomnienia, coś nietuzinkowego, co zapamiętają i będą o tym jeszcze długo opowiadać. Trzeba zainspirować innych, zmotywować, podzielić się cząstką siebie.

Sedno tkwi w tym, że trzeba kupić aparat Polaroid, robić durne selfie z lokalnymi wariatami i to właśnie IM zostawiać te zdjęcia a nie zabierać ze sobą.

 

Od siebie:

Podróżowałam solo, podróżowałam z niesłyszącymi przyjaciółmi oraz z grupami słyszących ludzi. Po Europie, częściowo po Afryce, Centralnej Azji. Bycie głuchą ma ogromny plus w tym całym podróżowaniu. Nie słyszysz, nie rozumiesz z ust, nie nauczysz się błyskawicznie języków obcych, bo nie nadążysz zwyczajnie. Język migowy też nie wszędzie jest rozumiany (dosłownie i w przenośni). Co Ci więc zostaje? Otwartość, chęć do pomocy, ekspresja, kreatywność, ogarnięcie tematu. I przezwyciężenie strachu. Odważna nie jestem, boję się, a jakże, ale przecież o to chodzi, by robić rzeczy, których się boimy, prawda? Często zaciskałam zęby, bo czułam się upokorzona, jak piąte koło u wozu w grupach słyszących turystów a spotkanie rodzynków-podróżników na drodze było dla mnie naprawdę porządnym odetchnięciem, psychicznym rozluźnieniem. Zdecydowanie wolę zwiedzanie ze swoimi, znanymi mi już, ludźmi. Mam wówczas gwarancję dobrych wspomnień, przygody, radości i świadomość, że zostawiam siebie w innych częściach świata.
* ze specjalną dedykacją dla Rafała S. z Grupa Wyprawowa Horyzont oraz Arkadiego F. z PoDrodze

IMG_20160718_081007772

Jest i naklejka z Horyzontu jest i Arkady 😀 (Pamir Lodge, Chorog, Tadżykistan)

 

Reklamy

2 thoughts on “Chcesz żyć bardziej i więcej? Rzuć wszystko i zostań podróżnikiem w życiu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s