Bo każdą relację trzeba zgnieść, stłamsić i wymiętolić.

Wow, właśnie poznałaś kogoś. Śliczny, mądry, elokwentny taki, drzwi otworzy, zaseksi porządnie, rosół ugotuje kiedy smarkasz. Wspólny domek ze szkrabami już świta w Twej głowie. Zapewni Teneryfę każdego lata. Fochy porobisz od czasu do czasu, i tak przecież to Ty masz rację. Kocha Cię, nie? No i co tam, że jak on udaru dostanie za parędziesiąt lat, będziesz przy nim trwać i golić go jak patriotyczna samarytaninka. I w końcu umrzysz jakoś. We śnie, chciałoby się.

Albo taka kumpela, z którą można konie kraść. Poznałaś ją na klatce schodowej. Chętna Ci duszę sprzedać, tak się fajnie z Tobą rozmawia. I konie kradnie. Przyjeżdża do szpitali z pomarańczami, wypłakuje się z każdej porażki, analizuje zachowania innych z Tobą. I bezpieczna jest, wie, że jej nie zostawisz. I zakładacie dom wspólnej starości, gdzie będziecie hodować skradzione konie. Sielanka.

I życie odbębnięte.

Ot zwykła kartka papieru, gładka, prosta, z narysowanym na niej domkiem i rodzinką i słoneczkiem. I końmi.

Myślisz naprawdę, że to takie łatwe?

Mam takie brzydkie zboczenie zawodowe – lubię sprawdzać granice ludzi, poznając przy tym ich słabości, limity, wady, wszystko, co w nich najgorsze w sumie. Z obupólną korzyścią. I gdzieś tam, kiedyś tam pewna osoba nie wytrzymała ze mną jednej sprzeczki. Poszło o pojęcie zaufania. Wiem, że to porównanie wzięła z fejsa, wszak niektórzy mają wciąż problemy z nazywaniem i klarowaniem swoich uczuć. A, że się wpasowało to uczepiła się akurat tego porównania. Bo twierdziła, że ja się na tym nie znam.

Wzięła kartkę papieru, czystą, wybieloną, lśniącą gładkością, no.

“- To jest zaufanie.” – powiedziała. “ – Gładkie, nienaruszone, czyste, nieskazitelne, łapiesz?”

I tę kartkę zgniotła w dłoniach, robiąc przy tym kulkę wielkości rafaello. I po chwili rafaello się rozrosło do formatu A4. Kulawego formatu, bo już było porządnie zgniecione.

“ – A to jest moje zaufanie do Ciebie w tej chwili. Widzisz, jak bardzo zniszczone? Już nigdy nie będzie gładkie, proste, czyste, nawet gdybyś je prasowała żelazkiem na parę. Każde wgniecienie już będzie widać. Każde. Minimalnie, ale będzie.”

Pomyślałam. Nad kartką papieru, nie nad zaufaniem.

Przecież jeszcze się ta kartka nie podarła, jeszcze się nawet nie spaliła. Wciąż jest kartką. Całą kartką. A jedno wgniecenie więcej już nie zrobi różnicy, bo wciąż ta kartka będzie cała. I jakby nie spojrzeć, dzięki tym zgniotom stała się ona bardziej elastyczna a nie sztywna, dopasuje się wszędzie.

To jest zaufanie.”

Każde małżeństwo, każdy związek, każda przyjaźń, każda relacja, gdzie komuś na kimś zależy w jakiś stopniu, to iście ciężka praca. Praca okupiona poświęceniem się, łzami, bólami i wichrami serca, okupiona rezygnacją z czegoś.

Ale najważniejsze, że jest to przede wszystkim praca nad samym sobą. Kłótnie, ciche dni, fochy, obrazy to właśnie takie wgniecienia. Rzeczy szerszego kalibru typu zdrady, samowolne odejścia, zmiany poglądów, i tak dalej, są już ściśle indywidualne – mogą, ale nie muszą grozić podarciem czy od razu spaleniem kartki. Granice ludzkiej cierpliwości nie są jednakowe u wszystkich. Tak samo jak samoobiektywizm, świadomość swoich zachowań wobec innych, postępowania w kryzysowych sytuacjach, czy zwykłe próby zrozumienia drugiego człowieka. To ostatnie jest zwłaszcza ciężkie, bo odruchem jest rozumieć kogoś poprzez pryzmat naszych uczuć. Patrzeć na kogoś i mówić, że “doskonaleCięrozumiem”, mimo, iż się tego nie przeżyło – kolosalny błąd. Nie musisz rozumieć tak głęboko jak sam cierpiętnik, wystarczy, że będziesz, że powiesz parę słów, które dana osoba chce usłyszeć. I będzie git. Proste, ale skuteczne. Proste, ale zbyt ciężkie dla niektórych.

Słowa “przepraszam” czy “dziękuję” też ważą tony. A przecież to bezwględnie absolutna podstawa! Duma, ego, chłodna kalkulacja przeszkadzają bardzo, zaślepiają.

One też są przeszkodą w sytuacjach, kiedy widzisz, że jedna koleżanka na coś bardzo wyczekuje, cieszy się z sukcesu syna, druga walczy o coś, by coś osiągnąć, przekroczyć własne limity, jeszcze trzecia płacze, bo nie radzi sobie z traumatycznym osieroceniem. Wystarczy czasem powiedzieć:

“Weź się w garść, kobieto. Opanuj się. To przeszłość, teraz masz spokój już.”

“Popieprzyło Cię z tym? Co to w ogóle za gra, skoro hajsu z tego nie będzie?”

“Aleś wybrakowana. (i tu bezpodstawne porównanie)”.

by spojrzeć na nadawcę tych słów wiedźmowatym wzrokiem. Albo spoliczkować. I zrobić zyliard kroków w tył.

“Po co mam mu mówić, jak nie zrozumie?”

Jakość relacji się pogarsza, zamykasz się, zaufanie spada. Błędne koło.

Coś, co jest ważne dla kogoś wcale nie znaczy, że jest gorsze, słabsze i niepasujące do Twego kanonu normalności. Nie jesteś alfa i omega. Nie jesteś wcale lepszy. Nie znasz się na wszystkich ludziach. Nie czujesz ich. Nie oceniaj. Nie osądzaj. To wcale nie jest miłe. Ty też jesteś ludziem. Masz słabości, wady, które inni muszą tolerować, żyć z nimi. Kosztem swoich własnych zasad. Wierz mi, że to nieźle boli.

Trzeba rozmawiać, dyskutować, próbować i jeszcze raz rozmawiać. I dawać szanse. W relacji ma się po prostu dziać.

Nie wierzę w zaufanie, które ludzie sobie wymyślili jako czystą, nieskazitelną, sztywną i białą kartkę papieru. Dla mnie zaufanie to cały człowiek, cała relacja z nim. Ta relacja to kartka milion razy wygnieciona, poplamiona, obrysowana, rzucana bilion razy w kąt, ale wciąż to cała kartka. Znasz jej każde wygniecenie, każdy zakamarek między nimi i dlatego nie zmienisz jej na żaden nowy, nieznany arkusz A4. Bo ona jest taka intymna, taka swoja, tylko Wasza.

Tylko problem taki, że dużo łatwiej tę kartkę jest po prostu spalić.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s