Polscy emeryci – żywi „Żołnierze Wyklęci”

Ostatnie pobyty w Polsce, wymuszone kwestiami zdrowotnymi, przeciągnęły się do monstrualnych rozmiarów czasowych. Zwiedziło się różnego rodzaju placówki zdrowia, bywało się tu i tam, oglądało się różne rzeczy i obserwowało różne zjawiska. I po jednym głębszym soku owocowym z pewnym kumplem oraz dedukcyjną analizą nad urokami naszego pokolenia doszło się do pewnych wniosków.

Wiecie, mieszkam w Anglii ponad osiem lat. Tam również systematycznie korzystam z opieki zdrowotnej. Jakość ich usług pominę, bo nie do tego zmierzam. Przed emigracją nie zwracałam na to zjawisko uwagi, wychowanie się w takich warunkach robi swoje, uznaje się to za normę. W Anglii również nie rzucało się to tak w oczy. Dopiero w Polsce, dopiero teraz spojrzałam na to szerzej.

Obserwując każdego ludzia niemal wyraziście czułam ich styl i podejście do życia oraz osobowość. Starałam stawiać siebie na ich miejscu poprzez potencjalną, indywidualną jak i ogólną przeszłość, która mogła mieć na nich wpływ.

Wiecie już o kogo mi chodzi?

O polskim pokoleniu drugiej wojny światowej oraz pokoleniu powojennym. Aktualnych emerytów.

Raz siedziałam sobie w przychodni i czekałam na wizytę u onkologa. I aż raziło mnie w oczy, że jakieś 90% pacjentów to ludzie starsi. Chyba da się zauważyć, że w ogóle w przychodniach przeważnie do południa ciągną się niemożliwe kolejki emerytów. Groszowa emerytura, drogie lekarstwa, liczne, niekończące się dolegliwości. I te dolegliwości to nie z racji wieku starczego, bo wówczas podobne zjawisko zauważyłabym u siebie w Anglii i w innych krajach. Ale tam nie ma okupowanych korytarzy w praktykach lekarskich. Tam istnieje jako taka równość wiekowa. Przychodzą małe dzieci, nastolatki, biznesmeni, babcie prosto ze stadniny konnej.

Więc skąd tyle starszych ludzi?

Bo to właśnie taki rodzaj pokolenia. Oni walczyli o Polskę, podnosili ją z gruzów, budowali od nowa. Zaharowywali się, w myśl idei, która ich wszystkich bezwględnie trzymała:

“By moim dzieciom żyło się lepiej”.

Nie patrzyli na siebie, na swoje zdrowie, babcine sposoby wystarczały. Liczyło się podniesienie poziomu życia. A jak się ów poziom życia znacząco po upadku komunizmu podniósł – oni już nie umieli się nim cieszyć. Harują dalej. Zapominają o sobie. Dla dzieci na mieszkanie, bo rząd coś kiepsko gospodarkę prowadzi. Dla wnuków na cukierki, bo ich rodzice mało w domu. Dla siebie, bo coś strzyka w kościach, bo biodro nawala, bo miażdżyca, bo cholesterol, bo zaćma, bo rehabilitacja po udarze, bo szmery w sercu. I polski styl życia – tłuste, ciężkie potrawy na sowicie zakrapianych imprezach.

“Bo mamy wolną Polskę!”

“Bo i tak na coś trzeba umrzeć a mi to już nic nie pomoże, polewaj!”

“Dawaj, trzeba świnię ubić, smalcu narobić, bo chrzciny Jaśka idą.”

A w ogóle to na topie polskiego stylu życia jest legendarna umiejętność marudzenia, narzekania, smęcenia, biadolenia. I idąc tym tropem, Polacy sami sobie nakręcają własne koło:

“Panie, mi to już nic na te kości nie pomoże… Taka uroda.”

“Co tam, że baleron tłusty i zawał mi grozi? Jedz, bo dobre, polskie!”

“Ale ja samotna, stara, schorowana, nikt mi nie pomoże…”

“Jestem wiecznie zmęczona, kości mnie bolą, nie sypiam po nocach…”

Tego nie zmienicie. Polacy załamywać ręce będą dalej. Tak już mają.

Nowsze pokolenie z lat 90-tych już inaczej podchodzi do życia. Wysoka przepaść międzypokoleniowia sprawia, że występują tu już zupełnie inne oczekiwania względem życia – pojawia się więcej luzu, więcej wiary, więcej świadomego lenistwa. Bo już nie ma wojen, bo bezpiecznie, czym się tu martwić?

Nie powiesz Mamie, by przestała co sobotę wieczór ubijać kotlety schabowe na niedzielę. Co z tego, że restauracje są już w miarę tanie i dostaniesz dużo więcej jedzenia, niż to co zrobisz w domu? Nie powiesz wujkowi, by przestał “kolekcjonować” ubrania, zegarki, aparaty fotograficzne, długopisy. On nic nie miał jak był chłopcem, nadrabia to. Nie powiesz Dziadkowi, żeby wyluzował ze ślubem wnuczki, bo okazało się, że jej narzeczony jest Niemcem, a on tego nie akceptuje. Nie powiesz starszej koleżance, by przestała tak gonić za załatwianiem spraw, by przestała się tyle martwić, by choć trochę odpoczęła, położyła się na trawie, czy wzięła się za zaległą od kilkudziesięciu lat książkę. Nie, bo ona nie usiedzi, musi skończyć totamtosramto. A potem się spotykacie w przychodni, paple Ci, że nabawiła się nerwicy i boi się o swoje serce.

To są zwyczajne nawyki. Utrwalone od wczesnych lat dorosłości, wymuszone wielkimi zmianami historycznymi. Powiadają, że starych korzeni się nie przesadza i tyczy się to również stylu życia danego pokolenia.

Patrząc na starszych ludzi nieczęsto można odnieść wrażenie ich poczucia osamotnienia, zapomnienia. Niekiedy boli takie patrzenie, boli, że muszą stać i żebrzeć na ulicach na lekarstwa. Boli, że chciałoby się pomóc, ale wiesz, że to bezcelowe. Dasz im więcej pieniędzy – dadzą wnukom, bo im po co? Swoje już przeżyli. Wywalczyli. Oni mają jeszczę tę dumę, honor. Państwo te cechy ma w nosie.

Zapomnieni przez najbliższych. Przez Polskę, o którą tak walczyli dla nas. Tak jak “Żołnierze Wyklęci”.*

 

* 1 marca każdego roku obchodzony jest w Polsce dzień “w hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu.”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s