„To tylko chwila…” czyli nie bądź jak Kowalski. Bądź jak Budda.

Dziś będzie spokojnie i refleksyjnie. Taka notka do popaczenia w okno podczas deszczowego dnia lub kiedy jedziecie miejskim autobusem i spoglądacie zza szyby lub właśnie stoicie pod prysznicem już 48 minut. I nie tylko. Zmuszę do mocnego myślenia, do zastanowienia się i to tak “na poważnie”, do zatrzymania się w ogóle, do bezruchu. Zmuszę do powiedzenia sobie “stop” i podniesienia głowy w górę, na bok, w dół, przed siebie.

Zmuszę do pomyślenia i powiedzenia do siebie w każdym momencie:

“To tylko chwila…”

Budda prawił całkiem sprytnie. Kazał nam się pogodzić z życiem, machnąć ręką na przeszłość, nie zamartwiać się o przyszłość i skupić się na teraz. Kazał zaakceptować siebie i swoje życie takie jakie jest i cześć pieśni. Koniec kropka. Co tu rozkminiać, co tu analizować? Emocje przemijają, ból przemija, człek się zmienia, wszystko płynie, nic nie jest takie samo. Po co sobie dokładać, komplikować? To nie jest sens życia. To jest marnowanie sensu życia.

Jezus, najpopularnieszy gość w naszych stronach, też całkiem rozsądnie nauczał, o ile to był on 😀 ale pomijam jego osobę. Szkoda wielka, że historia tak przeinaczyła sumeryjsko-egipsko-dalekowschodnią-w-ogóle filozofię. Tłumaczenie kontrowersyjnych do dziś Testamentów przeszło na kąt typowo duchowo – konsumpcyjny. Świat poszedł nie w tym kierunku co trzeba. Wizje nieba, dziewic i ambicje porównawczo – cywilizacyjne zniszczyły buddyjskie ‘carpe diem’.

Pojawił się Osho, też nie lepszy od swoich ziomków – Buddy i Jezusa. Niby współczesny, ale ludzie tacy zapominalscy, no. Mają pecha, że żyją w świecie pełnym internetów, hajsu i religii. Trzeba im co parę wieków jakiegoś wizjonera, który im przypomni co to w ogóle sens życia i z czym to się je.

Często słyszę narzekania na swoje życie, na innych wokół siebie. Często słyszę gdybania o lepszej przeszłości (sic !!!!) i tudzież lepszym efekcie na przyszłość. Dobra, jesteście tu gdzie macie być, nie zmienicie czasu ani miejsca swojego urodzenia, nie zmienicie biologicznych rodziców. Dorośleliście, macie swoje rodziny, cierpicie na jakieś ustrojstwa, podróżujecie, brak Wam do 1-ego czy tam smęcicie o cudzie ‘na jutro’. Już to pisałam w innej notce odnośnie porównywania siebie do długonogich lasek.

Powiadają, że dziecko zmienia totalnie spojrzenie na świat, przy nim żadna chwila nie jest identyczna. Dziecko sprawia, że trzeba przy nim przystanąć i skupić się na chwili, którą ono właśnie przeżywa. Frajda, ból, smutek, złość, noż całe sprectrum emocji, bez patrzenia na konsekwencje. Egoistyczne, prawda? I tak ma być. Dziecko nie analizuje wpływu swoich emocji na otoczenie, bo to jak otoczenie odbierze jego emocje – to już nie jego problem. Gdzie tam jakiś takt, dobre wychowanie czy nakazy społeczne. Każde dziecko rodzi się z naturalnym kompasem moralnym i kieruje się nim, dopóki życie nie da mu po tyłku (lub nie pójdzie do szkoły).

No a my? Już dorośli, napchani stereotypami, z nieźle przepranymi przez społeczeństwo mózgami, my dalej klniemy na swoją przeszłość i przyszłość. Ej dobra, zamiast kolejnego kwiatka weźcie powiedzcie sobie

“To tylko chwila…”

i skupcie się może na tej chwili, co? Przecież nic nie trwa wiecznie, wszystko mija, płynie i tak dalej.

Ważność chwili doceniają nieliczni. Są to w większości ludzie związani ze służbą zdrowia, ludzie z ratownictwa fizycznego i psychicznego, są to świeżo upieczeni, dojrzali rodzice, są to podróżnicy (nie turyści) , są to ludzie bez ambicji, co mają wszystko w głębokim de, są to chorzy nieuleczalnie (uleczalnie też), no różni. Wszak oświecić lub zakatharsisować może każdego. Są to ludzie wytrzymali i odporni psychicznie, żadne tam ciepłe kluski życiowe. Są to ludzie, którzy potrafią zdystansować się do czegokolwiek co ich napotyka po drodze, którzy noszą w sobie fajny, kojący spokój.

Od takich słyszę najczęściej “No i?”

Rzućmy przykłady.

Stoicie pod klasycznym prysznicem i debatujecie nad sensem życia, nie powiem, czaderskie myśli wpadają wtedy. A spróbujcie się zatrzymać w tym pędzie myślowym:

“To tylko chwila…”

Od razu poczujecie, że woda spływa po Waszym ciele, zauważycie, że macie ciało, gorylskie włosy na ciele, że ruszacie ręką, że w ogóle macie bieżącą wodę, ciepłą wodę, że ta woda ma jakiś zapach a to znaczy, że czujecie nosem, że stoicie, a to znaczy, że macie sprawne nogi, i słyszycie szumoszmer wody, czujecie wibracje spadających kropli pod swoimi stopami. I co dalej? Katharsis? No wow.

Idziesz już piątą godzinę po jakiejś drodze, na stepowym zadupiu w Boliwii, objuczony plecakami, namiotami, śpiworami, pamiątkami. W dodatku leją deszcze, więc jesteś cała zmokła kura, morze Ci w butach pływa, a auta ni widać ni słychać. Kląć łatwo, pomóc może pomóc. Ale…

“To tylko chwila…”

O, poczułeś ciepły deszczyk na swojej twarzy? Boliwijski taki, inny niż w Polsce. A wiatr, co tam wiatr, ważne, że boliwijski. A co dookoła widać? Górki jakieś? Lasy? Błoto? Takiego błota w Polsce nie zaznasz, w Portugalii też nie. No właśnie, jesteś w Boliwii, wyruszyłeś ze swojej komfort strefy, po przygodę, po coś innego. Serce gnało, wiem. Więc czemu klniesz? Sam chciałeś, nie żałuj, nie poddawaj się. Chwila, którą teraz właśnie doświadczasz jest unikalna, nie powtórzy się. Nie spadnie na Ciebie druga taka sama kropla boliwijskiego deszczu. Emocje są chwilowe, złość, którą w tej chwili czujesz jest chwilowa. Zniknie jak przestanie padać, zniknie jak auto nadjedzie. Po prostu idź.

Ale jest jeszcze drugie dno, bo czas jest pojęciem bardzo względnym i sekunda bywa złośliwa. Potrafi trwać wieczność.

Pielęgniarka wkłuwa Ci wenflon, przynajmniej próbuje Ci wkłuć. Jejku, znowu jesteś w szpitalu, znowu ten sam koszmar, trauma dziecięca i w ogóle. Żył nie ma a kroplówka czeka. Pielegniarka się denerwuje, Ty się denerwujesz, napięcie rośnie, ciało się blokuje, krew przestaje krążyć. Skupiasz się na chwili, która trwa, trwa i trwa i dotrzeć do końca nie może. Myśli gonią, prześcigają się nawzajem, już nie wiesz co masz myśleć, jak się uspokoić. No ej, przecież ten ból podczas wkłuwania igły pod skórę

“to tylko chwila…”
Reszta strachu to Twoje własne myśli, Twoje niepokoje, lęki. Uspokój się, weź głęboki oddech, popatrz za okno, na chmury, obleć wzrokiem salę, weź drugi głęboki oddech, poczytaj plakat o raku piersi, nawdychaj się chloru, rozłącz stopy, bo skrzyżowane nogi w stopach blokują dopływ krwi, weź trzeci głęboki oddech, o widzisz, już wkłuła 😀 No dobra, a dzieci? Trzeba je zając czymś, rozmawiać z nimi, odwracać uwagę. Ból to tylko chwila, ułamek sekundy, bólu się nie pamięta, pamięta się tylko okoliczności związane z nim. Boli pamięć a nie samo fizycznie odczucie bólu. Trzeba te okoliczności zniwelować do minimum, traumy wówczas nie będzie.

Sekunda może trwać wieczność również wtedy, kiedy jesteś w fazie zobojętnienia, po silnym przeżyciu, lawirujesz między próżnią a jawą. Emocji brak albo są skrajne. Wyryj sobie na czole, przecież ta godzina, Twój dzień, Twoje życie

“to tylko chwila…”

Nie trwa wiecznie. Przeminie. Było to było, co tu rozdrabniać. Machnij ręką i idź dalej. Powtarzaj sobie te słowa tak często ilekroć Ci się przypomni, w każdym momencie, każdego dnia, cokolwiek robisz. Gwarantuję rozmowy do ściany i kaftan bezpieczeństwa.

Naucz się rozmawiać ze sobą. Skup się, ale tak rozsądnie. Bądź świadomy swoich myśli, emocji, swoich sekund. Otwórz swoje wewnętrzne oczy. Bądź czujny.

Bądź jak Budda.

 

 

*Notka ze specjalną dedykacją dla K.L., który niebawem chwyci swoje życie za rogi. Chyba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s