Uwodzenie to strach?

Jakiś czas temu, kiedy byłam piękna, młoda i popularna, wstawiłam na swój facebookowy profil ciekawy temat do dyskusji:

Uwodzimy, bo chcemy kogoś schrupać lub zaspokoić własne pożądanie? Uwodzimy, bo chcemy tylko niewinnie poflirtować? Uwodzimy, bo chcemy się przekonać o własnej atrakcyjności? Uwodzimy, by urozmaić nasz związek? Kto potrafi umiejętnie uwodzić? A komu to nie wychodzi, choćby próbował? Dlaczego inni mają to we krwi? Czy skuteczne uwodzenie jest równoznaczne z byciem dobrym aktorem? Gdzie jest granica między naturalnym uwodzeniem a wymuszonym tańcem godowym?

Dlaczego uwodzenie zawiera w sobie element strachu?”

Dyskusja fajnie się rozpętała. Niżej gdzieniegdzie zacytuję niektóre wypowiedzi, które zmieniały tor toczenia się rozmów na wielu poziomach.

Kokietujemy tego przystojniaka, bo chcemy mieć seks stulecia, a on ponoć bajeczny w łóżku. Podrywamy szefa, bo chcemy zostać osobistymi sekretarkami w firmie Rur-pol. Zarywamy inne lasencje, bo żona nie dała, wiecie, migrena od trzech miesięcy. Kusimy, bo chcemy urozmaicić nasz związek. Nęcimy, bo kupiłyśmy sobie przecudną sukienkę w promocji w Zara, no, trzeba się pokazać na wsiowej disco. Bałamucimy, bo tylko w ten sposób wyjdziemy na ludzi, by przeżyć w miejskich dżunglach. Przymilamy się, bo przypomnieliśmy sobie, że mamy małżonka. Wdzięczymy się, bo zatęskniliśmy za czułościami. Uwodzimy, bo boimy się, że stracimy kogoś, kogo kochamy.

Uwodzenie ma wiele znaczeń, wiele podtekstów, wiele rodzai. Są one ściśle zależne od nas samych, konkretnych relacji. Jest to przepiękna gra słowem i ciałem. Stereotypowo bazuje na związkach damsko-męskich, dlatego mamy od groma w księgarniach poradników typu Wenusjanki kontra Marsjanie.

“A w uwodzeniu nie ma miejsca dla relacji damsko-damskich i męsko-męskich?”

Jest. Uwodzenie to tylko wyższa szkoła rozmowy z dodatkiem fizycznego lub umysłowego przyciągania, oczywiście za przyzwoleniem obu stron. A rozmowa nie wybiera ludzi – paplać może każdy z każdym, więc dlaczego uwodzić też nie? Chociaż osobiście jeszcze nie widziałam polskich poradników opartych na budowaniu relacji w związkach o innych orientacjach.

Jak dla mnie, uwodzić trzeba już od momentu, kiedy zdasz sobie sprawę, że kompletnie i świadomie wpadłeś w związek. I niestety, mówię od razu – przestajesz uwodzić – związek zmienia natychmiast się w klasyczny koszmar: wałki na włosach, wyciągnięty dres, piwny brzusio z przyklejonym pilotem do tiwizora, koronkowa bieliza schowana na dnie szuflady (i tak za mała o cztery rozmiary), narty zakurzone w piwnicy, częste delegacje czy wyprawy “na grzyby”, konto “aktywnego podróżnika” już dawno wygasłe. Pomijam element dzieci/nastolatków, tu już dodatkowo dochodzą łzawe szantaże emocjonalne i groźby rozwodowe przy orkiestrze tłuczonych talerzy. Miło, co?

Tak to jest, kiedy udajesz kogoś, kim nie jesteś, a ślepo robisz wszystko, by zdobyć konkretną osobę – ah, te zakochania.

I tu przechodzimy do godów, gry aktorskiej, flitru. Jak to jest? Kto jest w tym lepszy – mężczyzna czy kobieta?

“(…) wiadomo kobiety mają większe skłonności aktorskie, potrafią świetnie manipulować, jak usidlają facetów, to potem wychodzi ta prawdziwa twarz i facet ma problem z odkochaniem się i wcale nie zamierzam bronić kobiet. Nagminnie to kobiety udają, że są ofiarami losu a najlepszymi aktorkami – tuszują wszystko i nie są sobą. Mało jest naturalnych kobiet.”

Kobiety posiadają mózg inaczej zbudowany aniżeli mężczyni. W życiu kierują się emocjami i polegają na swojej intuicji (no, czasami…) Zazwyczaj wolą zaprzeczać niewygodnym faktom i pokornie grać rolę ofiary. Uwodzenie jest dla nich rytuałem gatunkowym – znalezienie dobrych plemników, zapewnienie sobie bezpieczeństwa i wychowanie dzieci. Instynkt przeważa nad świadomością. Dlatego gra aktorska w ich przypadku jest dużo lepiej wykształcona i wysublimowana, bardzo często nieświadomie. Ale, żeby nie generalizować płciowo, mężczyzni z kolei również są pod silnym wpływem instynktu gatunkowego. Ich rytuałem jest zdobywanie wybranki – i tu się kłania całe spectrum zachowań męskich, począwszy od brutalnego, zimnego macho, poprzez hipsterów z tatuażami/brodami/makbukami/harleyami/dzidami (w zależności od mody i regionu) a kończywszy na maminsynkach i pizdach w rurkach, co boją się pająków i goraco hejtują Korwinów na instagramach.

Chociaż, jakby nie spojrzeć głębiej na ostatni typ mężczyzn, to jedna znajoma trafnie zauważyła:

“Czyjeś wady też mogą być uwodzicielskie, np: mężczyzna grający rolę nieporadnego chłopczyka budzi u kobiety jakieś uczucia macierzyńskie.”

Do wyboru, do koloru. Podobni się przyciągają, przeciwieństwa się przyciągają, nie ma reguły. Jeśli chcemy, możemy mieć każdego, w zależności od własnych potrzeb.

Można się obyć bez tego całego aktorzenia? Można, tylko tu taki problem mały jest. Nie każdy potrafi naturalnie uwodzić. Jakby to ująć – niektórzy są dobrymi aktorami, ale uwodzenie im nie wychodzi, z kolei inni udawać nie potrafią, za to kuszenie przychodzi im całkiem naturalnie. Pewność siebie, prawda? Ta wrodzona, czysta, nieskażona stereotypami i schematycznym myśleniem.

“Myślę, że trzeba się urodzić z tym. Z naturalnym wdziękiem i umiejętnością przyciągania do siebie ludzi. Żadna gra aktorska nie będzie miała tak silnego oddziaływania jak naturalność.”

I absolutnie się z tym zgadzam.

Wspólne pasje, zainteresowania, zamiłowania do nietypowych rzeczy – to też bardzo nakręca relację. A jeśli robisz coś, co naprawdę kochasz, robisz to naturalnie, więc zwykła rozmowa z łatwością przeradza się w niewinny flirt “międzywierszami”. Grunt, by to trwało i trwało i trwało, bo jak wiemy – miłość to za mało, by związek przetrwał.

Wiecie, co moim zdaniem, jest tak naprawdę, naprawdę sexy?

Inteligencja.

Nie mądrość, nie geniuszowska wiedza, tylko najzwyklejsza inteligencja emocjonalna i społeczna. Tzw. proste ogarnięcie tematu i drugiej osoby.

W niej zawiera się to, co mnie naprawdę rajcuje, umysłowo podnieca i trzyma w napięciu. Czyli:

* poczucie humoru – dobry humor, oparty na inteligencji, zawiera w sobie elementy bezpiecznego sarkazmu, ironii i zgrabnej riposty, bez zamiaru obrażania nikogo i niczego. Najpierw trzeba wybadać granicę tegoż poczucia humoru u drugiej osoby, wszak musisz wiedzieć, jak daleko możesz się posunąć, by tę osobę rozśmieszyć, a jednocześnie siebie specjalnie nie wysilać. Podobni się przyciągają do siebie, dlatego warto pozostać naturalnym przy swoim typie humoru i czekać. Prędzej czy później zawsze ktoś się znajdzie, przy którym będziesz czuć się swobodnie ze swoim tokiem myślenia i sposobem bycia. Wierzcie mi, chociażby to był obłędnie umięśniony Van Damme, nic z tego nie będzie, nic nie zaiskrzy, jeśli nie będziecie się śmiać z tych samych sytuacji, dowcipów, nie będziecie mieli swobody wyrażania siebie przy takiej osobie, i to nie na pierwszej randce, tylko po kilku miesiącach, po pięciu latach. We własnych alkowach “brudne” żarty przez niewinnie wyglądającą na codzień kobietkę również potrafią znienacka zaskoczyć. Polecam.

* smak przygody – w uwodzeniu zawiera się lekka doza adrenaliny, przemieszanej, chociaż niekoniecznie, z pożądliwą chemią. Dobre i trwałe związki to takie, które wzajemnie napędzają swoje bazy potrzeb, zainteresowań i odczuć. Fajnie jest, kiedy partnerzy są kreatywni i w codzienności potrafią znaleźć coś głupiego, innego, fascynującego, takiego niecodziennego. Im więcej wyobraźni, odwagi i empatii na codzień, tym lepiej dla Was.

* zdrowy “błysk” – dbałość o swój wizerunek (nie mylić z wyglądem!), samopoczucie oraz odpowiednie podejście do życia odgrywają bardzo ważną rolę w nawiązywaniu jakiejkolwiek relacji. W uwodzeniu partner jest w stanie dostrzec subtelne sygnały, nawet podświadomie, wyciągnąć je na wierzch, podsycić, poczarować i nawet średnio wyglądająca koleżanka, nagle z dnia na dzień “zakwita”, pięknieje, zwraca uwagę otoczenia, no co jest? A stąd już krok do tego fajnego błysku w oczach i pozytywnego spostrzegania swojej codzienności – problemy takie maluczkie, poczekają, śmiejesz się podczas krojenia chleba, ej, a może się zapisać na taniec brzucha? Jest błysk, jest radość, jest szczęście. Przyciąga to ludzi.

* otwartość – uwodzenie zawsze było, jest i będzie egoistyczne. Nie ma w tym nic złego. Myślisz o sobie, dbasz o siebie, idziesz na pole dance by pozbyć się kompleksów swojego ciała, zapisujesz się na kurs mandaryńskiego, rozwijasz się, poszerzasz swoje horyzonty, poszerzasz kontakty międzyludzkie. Im więcej robisz dla siebie, tym większa pewność siebie Ci się nabywa. Otwartość w połączeniu z taktownym wdziękiem działa cuda na innych. Masz wrażenie, że możesz mieć każdego u swoich stóp.

* skromność – nigdy jakoś nie kręciły mnie dyskoteki, kilkugodzinne strojenie się przed lustroszafą przed sobotnim wyjściem to dla mnie strata czasu. Jeśli już MUSZĘ gdzieś iść, to w minutę jestem uszykowana, z makijażem (bo na codzień nie maluję się), fryzurą (lokówka czy prostownica na odwal) i mini (z balerinkami). I pal licho innych chłopaków. Tańczę, rozmawiam i… się nudzę (ale tylko wtedy, gdy nie mam w ręku lustrzanki). Nie podążajcie za modą, miejcie swój styl i piękne oczka. Postawcie na naturalność. Nie popisujcie się, jeśli szukacie partnera na całe życie. Popisówy są dobre na jednorazowe przygódki. Wasz wybór, co chcecie usłyszeć lub osiągnąć. Jak to ujęła jedna z komentujących: “Piękne słówka nie zawsze prawdziwe, prawdziwe słowa nie zawsze piękne”.

W bliższych relacjach dzielenie się swoimi marzeniami, planami, snami jest również na swój sposób kuszące, przyciągające. Warto rozmawiać i wplatać gdzieniegdzie pikantne zwroty czy subtelne sygnałki. Wkręca, nie powiem. Uzależnia.

Dyskusję na facebooku zakończyłam podsumowaniem:

“Uwodzenie ma w sobie element strachu. Ludzie zazwyczaj lubią się przywiązywać do innych ludzi, do miejsc im bliskich, lubią się uzależniać. i właśnie uwodzą, by zapewnić sobie pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa (nawiązanie relacji, tudzież utrzymanie tej relacji, własna atrakcyjność i poczucie wartości siebie). Niektórzy nie czują się bezpiecznie, jeśli nie dostaną tego czego chcą, żyją w strachu, że czegoś mogą nie dostać. Ludzie, którzy żyją w zgodzie ze sobą, nie obawiają się przyszłości, mają ufność w innych ludzi – nie uwodzą by coś dostać dla siebie, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia.”

W każdym uwodzeniu jest podstępnie ukryty jakiś rodzaj strachu. Nawet u mnie. W związku jestem zadziorna, flitruję, uwodzę, bo ja zwyczajnie boję się nudy. No i tyle.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s