Odwaga – różne jej odcienie.

– iphone 223

Odwaga – jest to najpiękniejsze słowo jakie kiedykolwiek wymyślono. Zawiera się w nim niemal wszystko, czego doświadczamy w Życiu – miłość, wiara, nadzieja, marzenia, porażki, upadki, rozpacz, radość, lęki, strach, upokorzenie, ryzyko oraz śmierć.

Odwaga jest nieskończenie szerokim spectrum uczuć, jest jej tyle rodzai ilu ludzi na świecie. Odwaga jest tak wyjątkowa, tak indywidualna, że nie sposób ją ujednolicić czy zaszufladkować do kilku podstawowych kategorii, których nas powszechnie uczą.

Społeczeństwo od wielu wieków stara się manipulować sobą i paradoksalnie jest manipulowane przez siebie. Dążenie do władzy i panowanie nad innymi jest jednym z czynników, by uczynić świat posłusznym. Posłusznym, czyli niezdolnym do postawienia się, wyrażenia własnego zdania, niezdolnym do rewolucji. Posłusznym, bez jakiegokolwiek prawa do godnego życia lub zaspokajania własnych potrzeb, nierzadko tych najbardziej podstawowych.

Ludzie, którzy urodzili się z silnym wewnętrznym autorytetem, bardzo często przeciwstawiali się powszechnie panującym zasadom, stawając na przekór prawu, ryzykując życiem. Do dziś się rodzą, do dziś walczą, do dziś głoszą, do dziś ryzykują. O sprawiedliwość, o godność, o ludzkie prawa, o miejsce na Ziemi. O coś, co jest dla ludzi naturalne a nie stworzone i narzucone przez ambitną i żądną jednostkowej władzy cywilizację.

Są to partyzanci, przypadkowi wojownicy, żołnierze – weterani. Są to kobiety walczące o równość prawa w krajach Trzeciego Świata, kobiety walczące o pewne naukowe miejsca w dominującym świecie mężczyzn. Są to rodzice, którzy sprzedają wszystko co mają, by zapewnić lekarstwa swojemu choremu synowi. Są to samotne matki, które mimo plotek i szeptów w otoczeniu wychowują dziecko. Są to związki dwojga ludzi, które przeczą ogólnym stereotypom w danym państwie i są szykanowane po wyjściu na ulicę. Są to naukowcy, którzy zdobywają najwyższe góry Ziemi, głębie oceanów, przestrzenie kosmosu, gorące kratery wulkanów. Są to ryzykanci, którzy prześcigają prędkości dźwięku, światła, własnego strachu i własnych limitów w sportach i zawodach ekstremalnych. Są to nastolatkowie, którzy cierpią z powodu swoich kompleksów a mimo to decydują się wyjść na imprezę do znajomych lub poderwać swój obiekt wieczornych westchnień. Są to chorzy ludzie, którzy wiedzą co ich czeka w najbliższej przyszłości, a mimo to, mają nadzieję, że kiedyś będzie lepiej. Są to uchodźcy z krajów dotkniętych wojnami, którzy uciekają w poszukiwaniu lepszego życia dla swoich dzieci. Są to ludzie dotknięci chorobami psychicznymi, lękami, fobiami, którzy świadomie walczą z nimi, wychodzą naprzeciw im. Są to ludzie, którzy z uniżoną głową mówią słowo “przepraszam” osobie, na której im zależy. Są to ludzie, którzy w grupie wsparcia po wielu latach wypierania się przyznają, że są nałogowymi alkoholikami. Są to ludzie, którzy ubierają uzbrojone przepaski w bomby, by popełnić samobójstwo w publicznym miejscu w imię swojej religii. Są to ludzie, którzy pierwszy raz wychodzą żebrać na ulicę, by zarobić na protezę. Są to narkomani, którzy stoją u progu drzwi ośrodków odwykowych, bo zdali sobie sprawę jak głęboko w dół zabrnęli. Są to mężowie, którzy stracili swoje ukochane żony w wypadku a mimo tej tragedii podejmują odwagę, by żyć dalej. Są to ludzie, którzy codziennie podejmują decyzje, zwykłe dla innych, ale nich samych – bardzo ważne.

Są to zwykli ludzie, wszyscy z nas, każdy z nas. To nie są żadni bohaterowie, nie piszą o nich gazety, Internety, nie rozgłaśnia telewizja. Społeczeństwo pokazuje i uwydatnia nam ten rodzaj odwagi, który w danych czasach jest pożądany, akceptowany, chwalony. W innym przypadku – jesteś zadeptany. Wtedy lepiej jest być cicho, być skromnym, szarym, nie wychylać się, zadusić w sobie marzenia, myśli, potrzeby nie przystające do aktualnych czasów.

Odwaga jest prosta, ale zarazem paradoksalna. Wszystko zależy od punktu widzenia. Wielką sztuką jest dostrzec jej element w niemal każdym zachowaniu człowieka. I uzmysłowić sobie, ile musiało go te zachowanie kosztować. Ale przecież – to nie nasza sprawa, mamy swoje problemy, swoje wyzwania, więc dlaczego mamy jeszcze innym współczuć, próbować zrozumieć? Musimy to robić? Nie, nikt nie każe. Możemy wzruszyć ramionami i dalej biadolić i obwieszczać światu, ile my sami musieliśmy przecierpieć i znieść, by dojść tam, gdzie zawsze chcieliśmy. Trzeba mieć jakiś tam tupet, by to robić, prawda? Cierpienia są indywidualne, bardzo egoistyczne. Współczujemy tym, którzy przechodzą to, co my już znamy. Boimy się spojrzeć na kogoś, kto cierpi ‘inaczej’, nie wiemy co powiedzieć, nie chcemy być nietaktowni, zbywamy milczeniem, spuszczamy głowę, unikamy wzroku. Czyste tchórzostwo. A tymczasem tak naprawdę nie wystarczy kilka monet rzuconych w pośpiechu do skarbonki na ulicy, nie wystarczy podpis w petycjach dla organizacji Avaaz, nie wystarczy potakiwać plotkom i dać wiarę, że pewna osoba jest taka i taka, nie wystarczy się przyznać tylko przed samym sobą a przed otoczeniem zakładać tradycyjną maskę zbywania, nie wystarczy iść na czele marszu w wielkich, społecznych akcjach, nie wystarczy pozłorzeczyć do telewizji na niesprawiedliwość polityczną a później udostępnić swoją złość na portalach społecznościowych, odważnie solidaryzując się z ofiarami.

Odwaga istnieje też w prostych słowach nasyconych zrozumieniem (nie litością!), istnieje w uśmiechu “wszystkobędziedobrze”, puszczeniu oczka pełnego humoru, drobnym geście typu przekazanie biletu parkingowego, bo nasz czas minął a inny kierowca może skorzystać, istnieje w chwili, kiedy żona prosiła o ciasto truskawkowe a Ty kupiłeś kakaowe i mimo to, lecisz znowu do cukierni na drugi koniec miasta. To takie codzienne, zwykłe, proste rzeczy, kompromisy, pojednania, rzucone cichutkie “przepraszam”, “dziękuję”, “pomóż, proszę”. To telefon do Babci i zapytanie o jej ciśnienie, to poczucie odpowiedzialności za siebie, najbliższych i nie wstydzenie się tego (tak, tak… wiemy, rodziny na przykład się nie wybiera, cienka granica między odpowiedzialnością a lojalnością), to przyznanie racji urzędnikowi po długim spieraniu się o jakiś wniosek, dalej pójdę – nie obrzucenie go “mięsem” po wyjściu z okienka. Tak, odwaga to jawne okazywanie szacunku do drugiego człowieka. Bez względu na jego pochodzenie, zainteresowania i styl życia. Łatwo jest powiedzieć „Ależ ja szanuję każdego”, a z boku obrzucać kamieniami kibiców innej drużyny piłkarskiej. W imię czego? Honoru? Honor to sprzeczny rodzaj odwagi, uwarunkowany własnym poczuciem autorytetu.

Boimy się, co inni powiedzą o nas, o naszych czynach, o naszym stylu życia, o naszych wadach. Od małego uczono nas określonych zachowań, wpajano stereotypy zgodne z religijnymi przekonaniami, wciskano normy społeczne, porównywano nas do innych. Oczekiwano od nas wiele, oczekiwano, że będziemy żyć i postępować zgodnie z kodeksem aktualnych czasów. Do dziś zresztą ludzie nie patrzą indywidualnie na innych, bo jak zapanować nad siedmioma miliardami? Co z tego, że mamy coraz więcej przedszkoli i szkół Montessori? Co z tego, że korporacje farmaceutyczne jak Glaxo i żywieniowe jak Monsanto powoli upadają? Co z tego, że coraz więcej ludzi wraca na łono natury i wbrew prawu zaczyna uprawiać ogródek za domem? Co z tego, że wolny Internet staje się coraz potężniejszy, jednak to dalej tylko Internet i puste słowa? Co wiemy o tajnych organizacjach typu Bilderbergowie czy Anonymous? Kogo to zresztą obchodzi? Co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą, że działamy tu i tam, że nie pozwalamy swoje dzieci szczepić, że palimy marihuanę, bo daje nam ulgę w bólu egzystencjalnym, że nie chodzimy co niedzielę do Kościoła/do meczetu/do synagogi/na lekcje jogi* (*odpowiednio skreślić), że wytatuowaliśmy sobie całe ręce, że rzuciliśmy pracę w prężnej firmie i wyjechaliśmy do Kambodży opiekować się maltretowanymi w cyrkach słoniami, że jedziemy do Iranu w pojedynkę, bo fascynuje nas starożytna Persja? Co ludzie powiedzą, że nie przystajemy do reszty i robimy coś, co nam pasuje, co nam się podoba, co nas ciągnie i przyciąga, ale jednocześnie jest kompletnie sprzeczne z ustalonymi normami? Pamiętajcie, normy są elastyczne, niejednoznaczne, są różne w różnych miejscach i wcale nie są demokratyczne jakby się mogło wydawać z początku. Normy wyznaczają nam granice bezpieczeństwa, komfortu społecznego. Nie przekroczysz granicy, nie ryzykujesz, umierasz w środku.
Jest cienka granica między brawurą, zuchwałością a odwagą, mimo, iż są to synonimy. To pierwsze zawiera w sobie element głupoty, braku odpowiedzialności, niezdrowej ambicji i ślepoty, zapatrzenia się we własne potrzeby bez zauważania innych. Nie ma w sobie doświadczenia ani rozsądku, one są czynnikami odwagi. Umiejcie odróżnić te dwa pojęcia, przy tej dobrej odwadze z początku można zostać zlinczowanym i wyszydzonym, to normalne, ale z czasem pojawia się respekt, podziw.

Bo odwaga to też gorliwość. Konsekwencja w byciu sobą takim jakim chce się być. Trwania przy tym, nieustającej walki o utrzymanie własnego kodeksu moralnego, trzymania się kurczowo nadziei na lepsze jutro, na cud, świadomego postępowania zgodnie z samym sobą, bez oszukiwania. Gorliwość może przejawiać się w codziennych ćwiczeniach fizycznych, chodzeniu na codzienne nabożeństwa swojego wyznania, dojeżdżaniu do schroniska dla psów i spędzeniu czasu ze zwierzętami, których nikt nie chce, pisaniu listów o filozofach do więźnia skazanego dożywotnio. Gorliwość to dawanie cząstki siebie w czymś, czego wcale nie musimy robić, ale robimy, bo lubimy, bo sprawia nam to przyjemność, i nie obchodzi nas co myślą o tym inni. Gorliwość ma przeciwstawny biegun, bardzo niebezpieczny element odwagi – fanatyzm. Fanatyzm najpowszechniejszy jest w religiach, rodzinach patologicznych, lub jest następstwem traumatycznych wydarzeń. I według takiego człowieka – fanatyzm jest czymś normalnym, bowiem ma on pewną odwagę coś powiedzieć, coś pokazać, coś udowodnić otoczeniu. Taki swoisty rewolucjonista, wokół którego nieraz leje się niewinna ludzka krew.

Ludzie boją się zmian, boją się zmieniać samych siebie, boją się oczernienia, wyśmiania, że ich zainteresowania, wierzenia, przekonania nie pasują, są dziwne. Stwarzają sobie nieskończenie wiele problemów, które nie istnieją, wymyślają nieskończenie wiele wymówek, byleby tylko nie wychodzić z bezpiecznej strefy niewiadomej przyszłości. Nastolatki się buntują, uciekają z domów rodzinnych, zderzają się dwie różne rzeczywistości – wrócić i być posłusznym, czy nie wrócić i uciekać dalej? A może wrócić i pójść na kompromis? Nie zawsze jest to możliwe. Uciekamy za głosem serca, mamy nadzieję, że damy sobie radę, że będziemy mieli lepsze życie, takie jakie chcemy, postaramy się, zawalczymy. Po kilku latach poniżania i bicia matka bierze dzieci i ucieka, zanim pijany mąż wróci do domu. Prosi o pomoc, cała upokorzona i pełna wstydu – pełna uczuć, które są tylko w jej umyśle, zakodowane od małego jako uczucia złe, niewłaściwe. Urodziłeś się w kraju, w którym od lat toczy się wojna? Nie Twoja wina. Masz prawo uciec, jesli tak czujesz. Zaryzykujesz swoim życiem, bo co masz do stracenia? Porzucisz rodzinę, wyrzekną się Ciebie, wydziedziczą, trudno. Desperacja w odwadze jest najboleśniejsza, ma najwięcej do zaryzykowania. Ale jest jednym z najlepszych rodzai odwagi, bo jest jednocześnie aktem szacunku do samego siebie. Walka o własne godne życie jest prawem każdego człowieka, a, że wychodzi jak wychodzi tego już nie możemy przewidzieć. Próbowałeś, to się liczy. Próbowałeś, przekonałeś się, nie żałujesz. Zawsze jest warto.

Waleczność, zuchwałość, brawura były i są bardzo popularne między żołnierzami, wojownikami walczącymi o własne miejsce na Ziemi, przynależność, własną kulturę, język, dom z rodziną. Ten rodzaj odwagi jest barwnie naznaczony nadzieją, złością, zemstą, bezwględnością, jest okupiony ludzką krwią. Ten rodzaj odwagi zapisuje się trwale na kartach historii. Jest pojęciem ogólnym i abstrakcyjnym, bo wojownicy z upływem czasu są zapominani. Pomniki się kruszą, książki sa fałszowane, cenzurowane, palone. Ta odwaga też boli, bo żołnierz na wojnie ma świadomość tego, że jest już tylko jednym ciałem w wielu zapomnianych zbiorowych mogiłach w przyszłości. Dzisiejsi reporterzy wojenni ryzykują własnym życiem, by pokazać światu prawdziwe, nieocenzurowane oblicze wojen. Ale do mediów i tak trafia wszystko „wygładzone”.

Ziemia jest bardzo różnorodna pod względem ekonomicznym. Niektórzy rodzą się w Dubaju, niektórzy w Afryce. Kiedy dziecko dorośnie i zda sobie sprawę z przepaści majątkowej z sąsiadem zza płotu zaczyna się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego, nad sprawiedliwością, czemu on musi walczyć o kroplę wody dla młodszego brata a sąsiąd zza płotu robi wrzask, bo pod choinkę dostał zeszłorocznego iPada? Najłatwiej się poddać, prawda? Rzucić to wszystko w diabły i niech cały świat przestanie istnieć, przestanie tak boleć. Ale nie, trzeba walczyć, bo jest się dla kogo, a nuż się jutro odmieni na lepsze i wykopią drugą studnię, i zbiory tego lata będą lepsze? Albo Caritas przywiezie świeże ubrania na kolejne kilka lat? Czasem to wystarczy, by przeżyć kolejny dzień. Kolejny rok. Nie szkodzi, że taki człowiek może żałować każdej chwili i czuć żal do końca swego życia o tę niesprawiedliwość, liczy się to, że wytrwał, że nie poddał się, nie przegrał. Mimo żalu, gdzieś tam w głębi jest uczucie dumy i uczucie wygranej. Piękna odwaga.

Ale istnieje też druga strona medalu – przecież dziecko, które dostało zeszłorocznego iPada też ma tę swoją odwagę, by wykrzyczeć swoje rozczarowanie. Przecież może okazać smutek, westchnąć i powiedzieć „No dobra, dziękuję, może być”, ale nie, ono woli tę niesprawiedliwość wykrzyczeć. Okazywanie emocji to też pewien rodzaj odwagi. Tego uczymy się całe życie. Powiedzieć? Nie powiedzieć? Pokazać maskę czy ściągnąć?

A co ma powiedzieć chory człowiek? W beznadziejnej sytuacji, walczący codziennie z bólem, złorzeczący na państwową służbę zdrowia? Już o fajnym chodzeniu do pracy, by zarobić na silniejsze leki – nie wspomnę. Myśli o eutanazji, bo być zdanym na łaskę wolontariuszy w hospicjum to też w sumie niezbyt fajne. Nie przyjdzie ktoś, nie poczyta mu historycznych książek, nie pogra w nim w szachy, dostaje dwie parówki i kromkę chleba z kostką masła na śniadanie. Poczucie beznadziejności sprawia, że taki człowiek nie żyje już od dawna, wegetuje. A jeszcze inny ma chorobę jakąś tam, od operacji do operacji, mimo to ma własną rodzinę, pracuje, podróżuje, ból jest nieodłącznym towarzyszem codzienności. Też lepiej rzucić to wszystko i się poddać, prawda? Bo kto w końcu zrozumie co taki człowiek czuje? Jak to jest żyć bez bólu i robić to, co się naprawdę chce – jeździć konno, pływać, uprawiać seks. Choroba nieraz wymaga wyrzeczenia się własnych marzeń, potrzeb, każe zacisnąć zęby, skulić się i powtarzać w kółko przekleństwa do Bozi. Znieść to? Nie lada odwaga. Nie lada odwaga wyjść z domu po raz kolejny, założyć maskę pozorów, uśmiechnąć się i robić zakupy, pracować, odrobić lekcje z synem. W tej odwadze zawiera się też ufność w przyszłość, jak raz coś się zaczęło, podjęło decyzję o piątej z kolei operacji, jak już to poleciało, to niech leci, nie zatrzymujmy tego, tak ma być, nieważne jakie będą konsekwencje, musimy przez to przejść.

Samobójstwa są tchórzostwem. W Górze nikt nie lubi wagarowiczów, którzy uciekają z lekcji na Ziemi. Wracasz i tak, bo musisz przerobić lekcję, i będziesz wracać tyle razy, dopóki nie zrozumiesz. Przecież nie bez celu mamy takie a nie inne życia, nie krzyczcie na mnie, ale sami je sobie wybraliście. Nie każdy tylko ma tę świadomośc, łatwiej jest zrzucić winę na wszystko wokół, tylko nie na siebie. Łatwiej jest osądzać i obwiniać otoczenie i okoliczności, niż popatrzeć na swoje zachowania, powtarzające się w kółko, aż do znudzenia. Los nie jest głupi, wielokrotnie daje nam szanse do zmiany, do samorozwoju, do pójścia do przodu. Ale my, zaślepieni własnymi emocjami nie potrafimy spojrzeć z dystansu na własne problemy. Nie potrafimy przyznać się sami przed sobą, co gdzieś bardzo głęboko siedzi w nas samych, nie chcemy wypuścić tego gada na zewnątrz, wstyd, obciach, bo co ludzie powiedzą? Taka bogata, ładna laska a ma takie problemy? No jak to? Jakoś nie pasuje.
Wszystko to, co nauczyliśmy się w ciągu życia, to, co nam wpojono, zakodowano, i tak dalej i tak dalej, nazywamy ego. Później te ego tak zręcznie, jak żmija, chytrze wślizguje się w naszą podświadomość, i jak ośmiornica, swoimi mackami obejmuje nasze jestestwo, a my później czujemy się osaczeni czymś, co nie jest naturalne, jest dziwne dla nas, nie potrafimy się w sobie odnaleźć, gubimy się, szukamy pomocy, światełka, wyjścia z tunelu. Szukamy wyjścia z muru, który nieświadomie sami sobie zbudowaliśmy. Pozbyć się ego jest niezmiernie trudno, ale jest możliwe. Znowu zacznę o odwadze, a jakże, bo przecież to wymaga odwagi. Jest to jedno z najtrudniejszych rodzai, jeśli nie najtrudniejsze w ogóle. To walka z samym sobą, z własnymi lękami, fobiami, przyzwyczajeniami, traumami, własnymi wadami, własnymi limitami i własnym strachem. Nikt tego nie zrozumie, dlatego trudno znaleźć zrozumienie u bliskich, którego tak potrzebujemy. Samobójstwo to właśnie przeciwstawny biegun tego rodzaju odwagi. Ale za to, jak pozbędziecie się ego, to dopiero zacznie Wam się wszystko w życiu układać, jak po machnięciu czarodziejskiej różdżki. A Wy sami poczujecie błogość i spokój. Bredzę? Bo niby nirwana już za życia? Czemu nie? Jest możliwe. Przecież piekło sami stwarzamy sobie we własnych umysłach, więc dlaczego nie możemy sobie stworzyć i nieba? Odwagą będzie tu właśnie stworzenie takiego nieba w każdym miejscu, w każdym czasie, niezależnie gdzie się urodziliśmy i kim jesteśmy.

W odwagę jest też wpisane ryzyko. A ryzyko jest nieodłączną częścią sportów i zawodów ekstremalnych. Zawiera element śmierci. Ale w przeciwieństwie do samobójstwa nie ma absolutnie żadnego uczucia przegranej. Są za to wszystkie szczęśliwe hormony – adrenalina, endorfiny i serotonina. Jest tu czysta radość. Pomijam brawurę z jej głupotą, mam tu na myśli świadomość ryzyka, pełną asekurację. Hormony te są uzależniające, uzależnia też ryzyko samo w sobie. Dlaczego? Dlaczego mimo świadomości ewentualnej śmierci decydujemy się na karkołomne decyzje i czyny? Dlaczego odważamy się na coś, co inni skwitują śmiechem i puknięciem w czoło? Bo tylko wtedy poznajemy realną wartość życia, balansujemy na cienkiej granicy szczęścia i ryzyka. Pozbywamy się strachu, (taa, ryzykanci mają swój strach, przecież odwaga tak naprawdę nie jest brakiem strachu), pozbywamy się ego, w takich momentach zawierzamy totalnie “tu i teraz”. Nie ma innego czasu, nie ma przeszłości, nie ma konsekwencji, jest pełne zaufanie i wiara w teraźniejszość, w moment. Pełna spontaniczność. Zupełnie jak dziecko, frajda z zabawy, z poznawania czegoś nowego, niebezpiecznego. Ten rodzaj ekstazy nie zostawi Cię niespełnionego z pytaniem w głowie „I co? To już wszystko?”.

I tak powinno wyglądać nasze życie. Nie przywiązywać się do utartych schematów, nie trzymać się kurczowo jednej rzeczy, nie przyzwyczajać się. Życie jest ryzykiem, codziennie ma przynosić coś nowego, coś, co nas nauczy, zaskoczy. Mamy pozwolić mu działać, mamy pozwolić płynąć ze swoim prądem a nie na gwałtu rety ze strachu podpływać do brzegu i tam siedzieć. I oczekiwać na nie wiadomo jaki cud. Co to zmieni? Wagary robimy znowu?

Odwagą jest podjęcie KAŻDEJ decyzji. Odwagą jest wyjście poza rutynę, poza nudę, poza własną strefę bezpieczeństwa. Bez patrzenia na efekty. Odwagą jest patrzenie na jutro jako jutro nieprzewidywalne, ekscytujące, jest to bycie gotowym do działania, z zakasanymi rękawami oczekiwać nieoczekiwanego. Ludzie często powtarzają „Nie wiem co mam robić”, są znudzeni swoim życiem, zmęczeni walką o codzienność, pragną zmiany, ale nie umieją lub boją się. Wydaje im się, że jak będą tylko powtarzać sobie w kółko „kiedyśbędzielepiej” to życie ich zaskoczy jakimś cudem. Wcale nie. Nie ma nic podanego na tacy. Bo ludzie, którym się wydaje, że mają fajne życie, tak zwane „podane na tacy”, dla osób postronnych, tak naprawdę oni nie boją się niczego, biorą wszystko.

Życie w rutynie zabija. W bezpiecznej rutynie nie doświadczysz wartości chwili, piękna egzystencji, nie doświadczysz pulsu i mocy energii wokół i od innych.

Ludzie, którzy się nie boją się samego siebie, nie boją się innych ludzi, nie boją się Życia są odważni. W każdym pozytywnym znaczeniu tego słowa. Pozytywna odwaga autentycznie udziela się innym, motywuje, zachęca. Pozytywną energią są przesiąknieci ludzie nazywani liderami, a nie przywódcami, bo tylko liderzy pomogą innym przejść przez życie, trzymając za rekę, popychając, kopiąc w cztery litery. Przywódcy pójdą sami na szczyt. Po trupach.

Odważni ludzie nie boją się ranić innych ludzi, nie boją się mówić wprost co im nie pasuje, nie boją się żyć tak jak chcą, nie boją się mówić o swoich przekonaniach, mają pełną świadomość odpowiedzialności za siebie, za innych, mają pełen szacunek do każdej istoty na Ziemi. Ich nie obchodzi kto jest kim, kto z kim sypia, kto ma ile tatuaży, ani kto ile ma pieniędzy, bo to naprawdę jest nieważne. Ludzie odważni nie uczą innych odwagi, uczą innych co to znaczy być odpowiedzialnym za swoje życie, uczą jak być wrażliwym, uważnym, czujnym. Uczą innych zmieniać lęki w szczeble po drabinie rozwoju.

Ich obchodzi tylko to, jak inni przeżywają swoje Życie, ich obchodzi tylko, by nie marnować własnego życia, i by inni również go nie marnowali. Oni znają prawdziwą wartość, wiedzą, że obecność na Ziemi jest cudem, jest kontrowersyjna, pełna sprzeczności, na swój sposób jest piękna. Oni wiedzą, że każdy dzień może być ich ostatnim dniem, dlatego nie żałują ani jednej chwili. Bo jak można żałować przeszłości? Oni przebaczają nie innym i nie dla innych, ale przebaczają tylko i wyłącznie sobie, bo tylko w ten sposób uzyskają wewnętrzny spokój i pójdą do przodu. Negatywne emocje to nie ryzyko, nie ma odwagi w piekle. W piekle jest niemoc, obezwładnienie, marazm. Tylko przez życie w niebezpieczeństwie, ryzyku w podejmowaniu decyzji, poszukiwaniu przygód w codziennych momentach, tylko wtedy osiągniemy dojrzałość. Dlatego jeśli zapytasz kogoś czy było warto to lub tamto zrobić, uwierzcie mi, zawsze usłyszycie odpowiedź twierdzącą.

Jedna chwila intensywnego ryzyka, adrenaliny, czasem jest warta o wiele wiele więcej niż całe, przeciętne życie.

Odwaga to żyć tak, by codziennie umiec zapytać siebie „I co? To już wszystko?” i codziennie odpowiedzieć „Tak, to już wszystko”.

 

P.S. Celowo pominęłam wątek Miłości i odwadze w tej dziedzinie. To jeszcze bardziej rozległy temat, innym razem.

Reklamy

One thought on “Odwaga – różne jej odcienie.

  1. „Odwaga”- dziękuję ci słowa zawarte w tym wątku, (na co dzień walczę z chorobą) zakładam uśmiech wychodząc na zewnątrz, choć nikt nie wie ile mnie to kosztuje, o kolejny, nowy dzień więcej jednak warto. Pięknie piszesz, bardzo dobry blog. Pozdrwiam:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s